rośliny barwierskie

Chwilkę mnie tutaj nie było, a to z racji nagromadzenia wrześniowych spraw i obowiązków. Oczywiście związanych z tkaniną. Gwoli krótkiego wyjaśnienia i zarazem zapowiedzi – prowadziłam kilkudniowe, plenerowe warsztaty barwierskie w Kotlinie Kłodzkiej, z dala od wszelkiego zasięgu. Było wspaniale i zamierzam o tym napisać w osobnym, dedykowanym poście. Relacja ukaże się na blogu wkrótce.

Ostatnie dni zaś spędziłam na drugim końcu Polski, bo w Szczecinie, na Festiwalu Tkaniny. Tam montowałam swoją wystawę tkanin artystycznych i użytkowych pt. Laboratorium struktur [więcej: tutaj]. Prace prezentowane na wystawie to efekt moich poszukiwań struktury, faktury, reliefu, wyjścia tkaniny poza płaszczyznę i zarazem przybliżenia jej człowiekowi, za pomocą oddziaływania na wiele zmysłów. Tkaniny dekoracyjne, akustyczne, wspomagające integrację sensoryczną powstawały w moim studiu Sztuka Tkaniny [więcej: tutaj] przez ostanie kilka lat. To nieco inna bajka niż barwierstwo, niemniej wciąż dotyczy miękkiej strony rzeczywistości. Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia Akademii Sztuki w Szczecinie, obejrzenia, dotknięcia, posłuchania struktur. Wystawa trwa do 13 października.

W czasie tej chwili ciszy na blogu zmieniła nam się aura, nastała prawdziwa Jesień. Jak na razie nie pokazała wszystkich barw, ale już zimne wiatry, mgliste poranki, złote drzewa na tle granatowego, deszczowego nieba mówią wiele. Mówią między innymi o przygotowaniach na zimę, o robieniu przetworów, zapasów, o zbieraniu ostatnich plonów i zamknięciu ogrodu.

Najwyższa pora zaopatrzyć się w surowce barwierskie, właściwie to ostatni dzwonek na niektóre z nich. Co zatem zbierać, jak przechować, by dotrwało do wiosny? Oto krótka lista gatunków i części roślin, jakie możemy pozyskać u progu jesieni z różnych siedlisk.

Z OGRODU

farbowanie jabłonią

– Lawenda: zbieramy całe ziele – łodygi z liśćmi; kwiaty można wykruszyć do woreczka i wsadzić do poduszki lub do szafy. Ziele się świetnie przechowuje a po wysuszeniu jeszcze długo pachnie.

– Drzewa owocowe, np. jabłoń, śliwa, grusza, brzoskwinia, morela: zbieramy liście oraz gałązki. Po wysuszeniu liście można pokruszyć i skompresować, gałązki najlepiej łamać na drobne. Wiem, że na ten zbiór gałązek najlepsza jest wczesna wiosna, wówczas naturalną koleją rzeczy jest przycinanie drzewek, jednak na niewielkie potrzeby kilka gałązek możemy ułamać i teraz.

– Aksamitka: zbieramy główki kwiatów, zanim przekwitną. Najlepiej zużyć je od razu, ewentualnie przechować w postaci mrożonej.

– Orzech: zarówno orzech włoski, jak i szary, dają nam surowce w postaci liści i łupin. Liście suszymy, a łupiny (te zielone, przylegające do orzechów) używamy w świeżej postaci. Co prawda W.Tuszyńska wspominała o tym, że łupiny można zalać wodą, przycisnąć czymś ciężkim i w tej postaci mogą przeleżeć nawet kilka tygodni… Jednak moje doświadczenie pokazuje, że zamoczone w wodzie łupiny po kilku dniach zaczynają pleśnieć. A zatem alternatywą niech będzie mrożenie. Spróbuję w tym roku zasuszyć trochę łupin, by przekonać się, czy tracą właściwości barwierskie.

– Sumak: zbieramy bordowe szyszki, które są już owocami sumaka. Najlepiej przed deszczem! Przechowujemy suszone.

Z ŁĄK I PÓL

glistnik farbowanie

– Nawłoć późna: w tym roku zakwitła wcześniej, niż zwykle, niemniej w Łodzi widzę jej drugi „rzut”. Zbieramy i suszymy kwiaty nawłoci, ewentualnie ziele, bez zdrewniałej łodygi. Co ważne, wybierajmy okazy nie do końca rozwinięte, a na pewno nie przekwitnięte. Te szybko zamienią się w puch i nie pozyskamy z nich wiele surowca.

– Glistnik jaskółcze ziele: jesień to idealny czas na zbiór korzeni ziół. Zatem i glistnik czeka na swoją kolej. Korzenie myjemy z grudek ziemi i dobrze wycieramy. Możemy posiekać przed zużyciem. Wykorzystujemy od razu lub suszymy.

– Wrotycz pospolity: jeszcze znajdziemy, tu i ówdzie, kępy kwitnących kwiatów. Zbieramy żółte kwiatki – najłatwiej odcinając nożyczkami całe baldachy. Suszą się szybko, intensywnie pachną nawet po długim leżakowaniu.

– Skrzyp polny: zbieramy całe ziele, suszymy. Schnie szybko i nawet potem skrzypi.

– Kocanki piaskowe: zbieramy całe ziele i suszymy.

– Szczaw: szczaw koński, szczaw polny – te gatunki dostarczają nam bordowych i brunatnych wiech owoców. Są spotykane niemal wszędzie, więc łatwo się obłowić. Zbierajmy je wraz z łodygami, najlepiej od razu do torby płóciennej, bo przez oczka w koszyku owoce przelecą. Są prawie zasuszone, ale w razie potrzeby suszymy je luźno rozłożone i tak przechowujemy.

Z LASU

porosty

– Żołędzie: teraz mamy istny wysyp, niemal całe dywany z żołędzi. Zbieramy je zanim spadnie deszcz, suszymy i przechowujemy w przewiewie.

– Liście drzew, np. brzozy, topoli, olchy, wierzby, dębu. To ostatni moment, by je zebrać. Właściwie tegoroczna susza spowodowała, że liście straciły wiele swoich soków zanim nastała jesień. Teoretycznie powinno się je zbierać w sierpniu, ale w wilgotnych lasach i zagajnikach, gdzie drzewa nie były narażone na skwar, znajdziemy jeszcze trochę surowca. Liście suszymy luźno rozłożone i przechowujemy w przewiewie. Uwaga! Dajmy im wysuszyć się do końca, bo inaczej spleśnieją w kartonie.

– Porosty: zbieramy całe porosty z gałązek drzew. Łatwo się przechowują, bo niemal od razu wysychają. Najłatwiej o nie z dala od dróg, gdzie zanieczyszczenie jest mniejsze.


PRZECHOWYWANIE

kocanki

Wszelki susz przechowujmy w kartonach, najlepiej wyłożonych pergaminem lub gazetą. Po zamknięciu wieka ustawmy pudełka w miejscu suchym, możliwie przewiewnym, z dala od promieni słonecznych. Warto opisać każdy karton nazwą gatunku i rokiem zbioru – przy większej spiżarce można się pogubić 🙂

Czas poza sezonem nie oznacza posuchy dla zbieracza. Zaczął się bowiem idealny okres na zbiór domowy. Gromadźmy łuski cebuli zwyczajnej [tej tradycyjnej, złotej, a także czerwonej]. To niedoceniony surowiec, pozwalający osiągnąć piękne tonacje. Pamiętajmy: im bardziej dojrzała, wybarwiona cebula, tym lepiej. Uwaga na wilgotne łuski – lepiej z nich zrezygnujmy, bo szybko spleśnieją.

Powodzenia!

Share: