awokado

Ostatnimi laty w naszej świadomości na dobre zakorzeniły się hasła takie jak: zero waste, recykling, odpowiedzialne projektowanie, minimalizm, ograniczona konsumpcja, upcykling, sustainability, biodegradowalność… i wiele innych. Wszystkie wiążą się z naszymi codziennymi zachowaniami, które mają wpływ na przyrodę, a zarazem na nas samych. Myślę, że nie potrzeba wyjaśniać znaczenia tych pojęć. Stały się mottem ruchów świadomościowych i ekologicznych, dzięki czemu część z nas stopniowo zmienia swoje nawyki i przyzwyczajenia. Jeśli to tylko moda – cóż, potrwa krócej niż działania wynikające z realnej troski o planetę. Jednakże nawet w tym wymiarze zwrócenie uwagi na nasze oddziaływanie na środowisko jest słuszne.

Osobiście uważam, że wymienione idee nie są nowe, po prostu inaczej się nazywają. Gdybyśmy porozmawiali z naszymi dziadami i pradziadami, okazałoby się najprawdopodobniej, że żyli oni zawsze odpowiedzialnie, mieli dokładnie tyle, ile potrzebowali, nie wyrzucali rzeczy nadających się do użytku wyłącznie z powodu nowej mody… A na pewno nie wyrzucali jedzenia czy sprzętów, które można było przekształcić na coś nowego. Pamiętam oborę mojego dziadka na wsi, w której gromadził wszelkie śrubki i elementy maszyn, bo kiedyś mogą mu się przydać. Dawniej lekko obtłuczona ceramika nie lądowała od razu w koszu, a dziura w skarpecie była cerowana. Sweter był pruty i przerabiany na szalik. Zepsute żelazko opłacało się naprawić. Sami wiecie.

Może nasi przodkowie czynili to z biedy, nie zaś z troski o środowisko… nie wiem, pewnie antropolog lub socjolog powiedziałby więcej na ten temat. Jednakże bez względu na pobudki, efekt takich zachowań był niezły. Dziś my próbujemy żyć odpowiedzialnie, zastanawiamy się nad każdym naszym krokiem, czynem. Wnikamy w istotę rzeczy, coraz więcej nas obchodzi.

Jeżeli już podejmujemy decyzję o świadomej konsumpcji i unikaniu tworzenia ton śmieci, najczęściej staramy się jej hołdować we wszystkich dziedzinach życia. Jak powiedziała Zuzia – studentka warszawskiej ASP, z którą ostatnio pracowałam nad dyplomem dot. tkanin i mody przyszłości: jeśli już posiadłam pewną świadomość, nie mogę jej włączyć na ten obszar mojego życia, a wyłączyć na inne. (O Zuzi mam nadzieję Wam jeszcze opowiedzieć, ale już po jej obronie. Jej kolekcja dyplomowa opiera się na włóknach z organicznych upraw pozbawionych pestycydów, barwionych roślinami i drukowanych… skrobią kukurydzianą! Będą tam też inne biodegradowalne materiały, ale na razie nie mogę zdradzić za wiele.) A więc staramy się być #lesswaste i #sustainable w wielu sferach codzienności: kupujemy używane ciuchy w lumpeksach, książki w antykwariatach czy meble na popularnym portalu olx. Powstały nawet lokalne grupy służące wyłowieniu z odpadów prawdziwych perełek – np. popularna „Uwaga, śmieciarka jedzie” (link). Wymieniamy się różnymi dobrami ze znajomymi, eliminujemy plastik ze swojego życia (np. mówimy NIE jednorazowej folii, sztućcom czy słomkom, używamy wielorazowych środków higienicznych, nosimy ze sobą termos), przerabiamy coś na coś nowego. A jeśli kupujemy, to od marek z transparentną polityką cenową i jawnym łańcuchem dostaw, wspieramy biznesy dbające o środowisko i swoich pracowników (zainteresowanych BARDZO odpowiedzialną modą odsyłam do niezwykle specjalistycznego i bogatego w informacje bloga Oli Bąkowskiej – link).

Ponieważ nie chcę się szerzej rozwodzić na temat spraw dla niektórych oczywistych, przejdźmy do meritum. Czy można być #zerowaste w pracowni farbiarskiej? Odpowiedź jest oczywista: tak. To naprawdę proste.

1. Używaj jako surowca barwiącego resztek i odpadów.

Mówiąc wprost, resztki kuchenne są wspaniałym źródłem kolorów. Trzeba tylko wiedzieć, które warto odkładać i jak je wykorzystać. Wśród moich faworytów są:

– Łupiny cebuli, zarówno zwyczajnej (żółtej), jak i czerwonej. Cebulę znajdziemy niemal w każdym domu i może ta pospolitość powoduje, że bywa ona lekceważona. Tymczasem łupiny dojrzałej cebuli, te najmocniej wybarwione, są genialne i dają nam wiele pięknych, soczystych kolorów. Zaczynając od złotej żółci, przez zieleni i khaki (z siarczanem żelaza), aż do ceglastej czerwieni, bordo i brunatnego, brązowego oraz ochry. Łupiny młodej cebuli mają niewiele barwników, dlatego ten surowiec należy zbierać szczególnie zimą 🙂

barwienie cebulą

– Łupiny orzecha włoskiego/czarnego/szarego. Mam na myśli te mięsiste osłonki owoców, które odrzucamy, zbierając właściwe jadalne orzechy. W przypadku orzecha włoskiego i szarego początkowo są zielone, a potem brązowieją. Z kolei orzech czarny ma żółte osłonki, które również ostatecznie stają się brązowe. Wszystkie one mają w sobie wiele garbników i są jednym z bardziej wydajnych surowców. Kto uczynił choć raz w życiu nalewkę z orzecha, wie, że należy ją przygotowywać w rękawiczkach 🙂 Paleta kolorów dla wymienionych gatunków obejmuje sporo odcieni ciepłego i zimnego brązu, oliwkowego, khaki, szarości, czerni, a nawet zimnej zieleni.

orzech włoskiorzech włoski (Juglans regia)

farbowanie łupinami orzechaorzech szary (Juglans cinerea)

orzech czarnyorzech czarny (Juglans nigra)

– Łupiny owoców granatu. Te części rośliny były używane do farbowania już w starożytności jako źródło nasyconej żółcieni, oczywiście na zaprawie podstawowej (ałun). Po użyciu siarczanu żelaza uzyskamy zielenie. Dlaczego by nie skorzystać z tej wiedzy, skoro i tak skórek granatu nie jadamy?

– Skórki i pestki awokado. Barwienie awokado to temat na osobny artykuł, ale ujmując rzecz w dużym skrócie zaznaczę, że do farbowania możemy użyć tego, co zazwyczaj ląduje w śmietniku. Tak pestka, jak skórki muszą najpierw zostać oczyszczone z tłustego miąższu, a potem hulaj dusza! Poszerzą naszą paletę barw o pudrowe róże, jasne odcienie brzoskwiniowe i łososiowe oraz kolor zwany terakotą. Można je stosować bez zaprawy, natomiast po dodaniu siarczanu żelaza otrzymamy odcienie fioletu i szarości.

farbowanie awokado

2. Wykorzystuj włókna i tkaniny używane, z odzysku lub stokowe.

Farbowanie używanych ciuchów oznacza nadanie im nowego życia. Możemy wykorzystać zarówno nasze osobiste fatałaszki, jak i przeszukać ciuchlandy w poszukiwaniu prawdziwych skarbów. W ten sposób wydłużamy ich istnienie w obiegu oraz stajemy się posiadaczem unikatów. Oczywiście do barwienia nadają się najbardziej białe i jasne materiały (kremowe, jasno-popielate, ecru). Ciemna baza nie pozwoli na zmianę koloru za pomocą roślinnej farby wodnej.

W tkaniny lub włóczki z odzysku można zaopatrzyć się też inaczej. Czasami wystarczy wybrać się na zaplecze firm odzieżowych i wybrać dla siebie to i owo. Niektóre współczesne marki mówią otwarcie o tym, że ich surowce pochodzą z recyklingu – np. łódzka pracownia tkacka Tartaruga (link).

Tkaniny stokowe to nic innego jak nadwyżki produkcyjne, które można zakupić bezpośrednio u producenta lub w specjalistycznych hurtowniach. W każdym większym mieście znajdzie się takowa. Można też umówić się ze znajomą krawcową, by odkładała dla nas ścinki i inne kupony, których nie potrzebuje. Ja korzystam wyłącznie z tkanin i dzianin stokowych, jestem z nich bardzo zadowolona. Aczkolwiek mają one swoje ciemne strony – nie zawsze możemy poznać dokładny skład procentowy włókien, a tym bardziej nie znamy sposobów ich produkcji. Przede wszystkim jednak gwarantują niepowtarzalność, bo rzadko końcówki i nadwyżki się dublują. To jest duży plus dla działań artystycznych. Niestety czasem to samo bywa wadą, bo można się zachwycić, ale ponowić zakup bywa trudno. Kolejną zaletą jest fakt, że tkaniny stokowe są zazwyczaj w niższych cenach niż podobne produkty w regularnych sklepach.
Znalazłam ostatnio kilka pięknych belek stokowej bawełny i lnu, postanowiłam się nimi podzielić. Niebawem zatem znajdziecie je w moim sklepie online (link).

3. Używaj narzędzi wielokrotnie.

Nie mówimy tutaj o garnkach ani sitkach 🙂 Mam na myśli narzędzia drewniane, które łatwo się farbują, ale mimo to mogą być użyte wiele razy, aż się rozpadną. Klamry, koraliki, patyki do budowania wzorów shibori rzeczywiście chłoną sporo barwników, co powoduje, że przy kolejnym barwieniu mogą je oddać nowej tkaninie. Jeśli jednak podejdziesz do tego jak do tworzenia opowieści… wtedy dodatkowe efekty w postaci kolorowych odcisków będą mile widziane.
Moim problemem na początku były łatwo przebarwiające się kije i łyżki do mieszania. Po zaledwie kilku warsztatach wszystkie stały się niemal czarne i miały w sobie żelazową bejcę, co uniemożliwiało ich stosowanie do jasnych kąpieli saute (zostawiały plamy na tkaninach). Aby nie wymieniać mieszadeł co i rusz, podpisałam je pisakiem i obecnie stosuję tylko do konkretnych, przypisanych im kolorów. Zatem jest łyżka ogarniająca brzozę, rezedę, nawłoć itp., a osobna do awokado, drzewa sandałowego, marzanny… itp., itd.

drewno barwione roślinami

4. Korzystaj z barwników do samego końca. Przechowaj je na potem.

Wielokrotnie na zajęciach słyszę pytanie: Czy po warsztatach będzie można jeszcze używać tej samej kąpieli barwiącej? Otóż tak, możemy używać naszych kąpieli barwiących tak długo, jak działają. Czyli, dopóki jesteśmy zadowoleni z efektów, jakie dana kąpiel daje, dopóty jest ona dla nas wartościowa. W praktyce wygląda to tak, że kilka, sukcesywnie wrzucanych, porcji tkanin doskonale farbuje się w jednym kotle, o ile jest on nasycony barwnikami. Jeśli natomiast nawet długie gotowanie kończy się ledwie zabarwioną tkaniną – kąpiel już oddała nam wszystko, co miała. Można ją wylać.

Często nie jesteśmy w stanie na raz wykorzystać całej mocy danego garnka, a nie chcemy wylewać kąpieli – słusznie! Możemy przechować ją na późniejszy, bardziej dogodny dla nas moment, na różne sposoby. Najprostszym jest włożenie garnka do lodówki lub wystawienie na balkon zimą. Możemy też odparować jak największą część i po prostu zawekować nasze wywary w słoikach. Istnieje też opcja wygotowania roślin tylko częściowo, wyłowienia i wysuszenia, by ponownie kiedyś ich użyć. Szczególnie do tego nadają się twarde części, takie jak korzenie, pestki, kora, twardziel. Ja stosuję wszystkie sposoby, dzięki czemu wykorzystuję moje kąpiele do ostatniej kropli koloru.

awokadopestki awokado po wyjęciu z garnka – ciemny różowy kolor to efekt utlenienia

Z tego „zerowastowego” podejścia zrodził się ostatnio projekt połączenia sił twórczych i wykorzystania odpadów z dwóch pracowni: mojej oraz pracowni sitodruku BLOT (link). Razem stworzyłyśmy naszą pierwszą kolekcję zgodną z ideami #lesswaste #zerowaste #wabisabi #vegan Nadałyśmy nowe życie końcówkom tkaniny bawełnianej, pofarbowałyśmy ją resztkami z kuchni (łupinami orzecha włoskiego, pestkami awokado i skórkami cebuli) oraz ozdobiłyśmy autorskimi nadrukami (z farby na bazie żywicy) oraz metką (oczywiście z papieru z surowców wtórnych i miazgi roślinnej). Tak powstały unikatowe pastelowe kosmetyczki i piórniki.
Wszystko zostało zrobione ręcznie i w Łodzi. By nie musiało podróżować i pozostawiać śladu węglowego. Każda sztuka jest unikatowa i jedyna w swoim rodzaju. Niektóre są bardziej, a inne mniej zabarwione, wszystkie zaś są wabi-sabi, czyli piękne w swojej niedoskonałości. Oto efekty – oczywiście można kupować! 🙂

Share: