Minęły trzy tygodnie od ogłoszenia kolektywnego projektu związanego z wełną z owiec polskich. Odbieram od Was masę wiadomości, zgłoszeń, chęci współpracy, ofert wolontaryjnego wsparcia projektu. Jestem absolutnie wzruszona i wdzięczna! Nie spodziewałam się aż tak dużego zaangażowania, szczególnie od osób, które nie „załapały” się już na pakiety farbowania, a mimo to chcą się przysłużyć dla projektu. Spływają wełenki od Was, które Karolina cały czas oczyszcza, przędzie i konfekcjonuje. Społeczność prządek także oddolnie się zaangażowała, zaopatrując projekt w runo. Poznaję osoby z całego kraju, które hodują owce, przerabiają wełnę, używają jej do celów twórczych. Poznaję Wasze owce. Dotykam ich sierści, zanurzam w niej dłonie. Dziękuję każdej osobie, która wysyła dobre myśli, dobre słowa, runo oraz wszelakie wsparcie dla projektu!
Moje wyobrażenie o tym projekcie jest duże i z początku nie chciałam się nim w całości dzielić w mediach społecznościowych ani na blogu, jednak gdzieniegdzie w rozmowach w kuluarach przemycam skalę i ogrom, które mi chodzą po głowie. Oto zaczęły się one manifestować w rzeczywistości!
Coś jest na rzeczy z wełną
Wełna krąży po czasoprzestrzeni już od pewnego czasu i wkrada się pod strzechy. Jak pewnie wiecie, ONZ ogłosiło rok 2026 rokiem pastwisk i pasterzy. Dodatkowo mamy Rok Polskiej Wełny właśnie u Karoliny na blogu Twory Sztuki (LINK)– ale uwaga, to było działanie zaplanowane zanim podzieliłam się z Karoliną ideą projektu BARWNIKI i WEŁNA. Dodatkowo, jakiś czas temu powstała baza wiedzy żywej pod nazwą Projekt Polska Wełna (LINK), w którym założycielka, Ewa dzieli się usystematyzowanymi informacjami o wełnie i owcach. A za kilka dni w naszej siedzibie zasiądziemy do kołowrotków i będziemy prząść wełnę z Olą z Pracowni Rzemiosł Dawnych (LINK). Czy to przypadkiem nie nadzwyczajne nagromadzenie i zagęszczenie wokół wełny? Czy po prostu kiedy się uderzy w stół, to nożyce się odezwą? Zapewne jest dużo więcej podobnych inicjatyw. Wszystkie mają jeden cel: uhonorować wełnę jako włókno, zachęcić do poznania źródeł wełny, zaprosić do pracy twórczej i użytkowej z wełną. Projekty skupione wokół polskiej wełny mają za zadnie wypromować ją i dać jej życie, bo jak wiadomo, polska wełna jest wciąż niedoceniana na większą skalę.
Moja droga do wełny
Przyznam, że kocham wełnę i noszę ją cały rok od wielu lat, w płaszczach, czapkach, rękawiczkach, swetrach… Mam kilkudziesięcioletnie swetry, pamiątki rodzinne. Kiedy jeździłam po Łodzi cały rok na rowerze, ubierałam na rajty wełnianą spodniczkę w kolano i to wystarczyło by było ciepło, a teraz mam z wełny spódnicę do kostek, która sprawdza się nawet w dużych mrozach na kuligach.
A jednak nigdy nie pałałam ciekawością obrabiania wełny, przędzenia, tkania ani dziergania. Omijałam te rewiry szerokim łukiem. Owszem, podziwiałam, ale z daleka, z rezerwą, bo moje zainteresowania nadal były bliżej lnu, konopii, bawełny… A dokładniej tkanin! Myślę, że może to być związane z wykształceniem, bo na Wydziale Tkaniny i Ubioru, który ukończyłam, 99% studentów wybierało np. pracownie druku na tkaninie, a nie dziewiarskie. Choć ukończyłam Pracownię Dywanu i Gobelinu, nigdy w życiu gobelinu nie wykonałam, bo wtedy pracownia była właśnie w momencie przemian i zaczęła programowo podążać w kierunku dizajnu, projektowania obiektów użytkowych z wykorzystaniem tkaniny. A zatem nawet nasze dywany stały się dizajnerskie, pozbawione miękkiego runa, często służyły jako dzieła sztuki i nie nadawały się do chodzenia po nich. Oto jak wyglądała kontynuacja moich studenckich pomysłów w pierwszej marce Sztuka Tkaniny (więcej zdjęć: LINK).
tkaniny i dywany dizajnerskie, które dawniej projektowałam i wykonywałam
Udało mi się w toku pięcioletnich studiów utkać kilka wełnianych tkanin na krosnach nicielnicowych, było to świetne doświadczenie, ale krótkie. Nie szukałam szczęścia w tkalni. Jak oceniam dziś, było to chyba zbyt metafizyczne jak dla głodnej szaleństw i intensywnych doznań młodej dziewczyny. Nie chciałam wtedy poznawać siebie, a raczej eksplorować świat zewnętrzny. Tkanie zaś każe zatrzymać się, wsłuchać w rytm nicielnic, zsynchronizować nogi i ręce. Czyli być w chwili, być obecnym tu i teraz, również ze sobą. Zwolnić. Myślę, że przędzenie opiera się na podobnej magii, co sprawdzę lada moment.
Przez ostatnią dekadę w pracy i życiu zajmowałam się roślinami. Stały się moimi najlepszymi kumpelkami, współpracownicami, szefowymi, towarzyszkami. Stały się inspiracją, podstawą pożywienia, odzienia, źródłem koloru, materiałem dla twórczości, także filarem utrzymania. Uczyłam się o nich z zapałem, z radością odkrywałam nowe gatunki, ich cykl wegetacji. Połowa pracowni to były suszone okazy roślin, kije, trzciny, bukiety. W domowej apteczce głównie słoiki z ziołami, olejkami estetycznymi, nalewkami z roślin, tincturami. W łazience maści i kremy z roślin, z lasu i łąki. Sądzę, że to było zasilanie energii yin w sobie, tej delikatnej, kobiecej strony. Statyczności, spokoju, ciszy. W tej ciszy mogłam usłyszeć siebie. W międzyczasie zostałam mamą córeczki, a moje środowisko zawodowe w 99% składało się z kobiet.
Były w tym czasie bliskie spotkania z wełną i przędzami, dzięki osobom, które przyjeżdżały na indywidualne zajęcia. Wtedy cała pracownia obwieszona była suszącymi się motkami różnych włóczek. Choć mocno wyczuwałam ich mocną energię, nie chciałam jej dalej zgłębiać. Po warsztatach naturalnie wracałam do tkanin celulozowych i pracy z nimi.
Tymczasem 2,5 roku temu wyprowadziliśmy się na dziką wieś i zaczęły mnie interesować również zwierzęta. Czworonogi same przychodziły pod dom, pojawiać się w lesie, na łące; ptaki przylatywały, mogłam obserwować je i ich ruchy. Jelenie, sarny, łosie, bobry, zające, dziki, wilki, bażanty, bociany, zielone i pstre dzięcioły, dudki, puszczyki, pójdźki, liczne drobne ptaki… Znowu zaczęłam zbierać pióra, uczę się rozpoznawania tropów, wróciłam też do pokarmu pochodzenia zwierzęcego, choć nadal bez samego mięsa. Na zajęciach wyjazdowych lądowaliśmy częściej w zagrodzie pełnej kóz albo przy owczarni. Czy to było nowe, czy ja dopiero zaczęłam to zauważać? Kto wie, najważniejsze, że od prawie roku mam na tapecie telefonu córkę wśród owiec (!) a w pracowni kartony pełne wełny. Może to już taki etap życia, gdy człowiek chce dla siebie ciepłego kąta, miękkości i bezpieczeństwa. Zdecydowanie wełna może być elementem budującym bezpieczeństwo.
Nie spodziewałam się nigdy, że aż tak mocno i nagle zapragnę czuć zapach lanoliny, dotykać miękkich włókien, robić szaliki, kocyki i prząść. Dziś nie mogę się doczekać pierwszej randki z kołowrotkiem. Witaj nowy lądzie, jest w tobie tyle do odkrycia! Dokąd ta nowa droga zaprowadzi, jeszcze nie wiem. Czy będę hodowcą owiec, prządką, dziewiarką? Nie wiem. Tyle o sobie nie wiemy, prawda?
Próbka projektowa
Wracając do projektu kolektywnego, jest on rozciągnięty w czasie i wymaga sporej cierpliwości ze wszystkich stron. Każdy etap trwa długo, trzeba na niego poczekać. Wizualizując publikację związaną z projektem BARWNIKI i WEŁNA zapragnęłam zrobić pierwszą poglądową próbę barwienia. Skorzystałam ze zbiorów, które gromadziłam w celach edukacyjnych, metodycznych. Wełny pochodzące od kilkunastu ras owiec otrzymałam lub zakupiłam od wielu osób. Do próby wybrałam 12 typów włóczki oraz kąpiel z łusek (liści) cebuli zwyczajnej, z ałunem.
Przędze pochodzą z różnych źródeł i są obrabiane i przędzione przez różne osoby. Wobec tego poza oczywistym składem włókna różnią się sposobem prania, przędzenia, skrętem oraz grubością nici. Jedne to pojedyncza przędza, inne to podwójnie skręcane nici. Część z nich była uprzędzona na kołowrotku, a pozostałe na wrzecionie. Oczyściłam je w eko szamponie do włosów, a następnie podgrzewałam stopniowo i farbowałam w kąpieli z łusek cebuli z dodatkiem ałunu przez dwie godziny, łącznie z dojściem do wrzenia. Następnie wystudziłam i wypłukałam. Ponieważ cebuli nie ważymy, a jedynie dokładamy do kotła, wszystkiego było na oko. Nasza woda ze studni ma dużo żelaza i mimo stacji filtrów to żelazo przenika do kranu. Przez to kolor cebulowy ma nieco zielonkawy odcień.
Nie wiedziałam, jak bardzo różnorodnie się wybarwią poszczególne wełenki, spodziewałam się, że po kontakcie z barwnikiem niektóre z nich się upodobnią do siebie. W związku z tym zastosowałam system oznaczeń przywieszkami. Każdy typ wełny i rasa została oznaczona innym kształtem. Przywieszki są starą metodą stosowaną przez farbiarzy-rzemieślników na całym świecie. Farbiarz przyjmując wełnę od różnych klientów oznaczał każdego klienta innym numerem, który wyryty lub odciśnięty na blaszce mocował na wełnie. Potem mógł ufarbować wełnę dla kilku osób w jednej kąpieli i oddać motki bez pomyłki. Dawniej przyczepiano metalowe numerki, takie widziałam np. w starej farbiarni Sochów w Rzeczycy (woj. łódzkie). Ja zastosowałam przywieszki z białej washpapy, gdyż ona nie wchodzi w reakcję z barwnikiem.
Złota wełna
A oto wełna przed i po farbowaniu. Nazwałam ją złotą, bo dla mnie ma wysoką wartość, poza tym kolor można zamieścić w palecie starego złota. Szlachetne, stare, drogocenne. Ułożyłam motki po kole, wyszło jakby 12 godzin na tarczy zegara, więc idąc tym tropem opisuję poszczególne godziny=motki na tym wełnianym zegarze:
1 – Owca Olkuska, na kołowrotku, podwójna, od Ewy Rozkosz, która również przędła (Projekt Polska Wełna)
2 – Owca nieznanej rasy (dawczyni nazwała ją kundlem owczym), skubana – nie strzyżona, na wrzecionie, pojedyncza, od Marii Możdżeń – Krzywoutała (Marysia działa m.in. w rekonstrukcji historycznej oraz odnawia stare kołowrotki
3 – Merynos Polski odmiana barwna, kołowrotek, podwójna, od Marty Sznajder (Pani Prządka)
4 – Owca Świniarka, pojedyncza, na wrzecionie od Marii Możdżeń – Krzywoutkała
5 – Owca Wrzosówka, pojedyncza, na wrzecionie od Marii Możdżeń – Krzywoutkała
6 – Polska Owca Górska, na wrzecionie, pojedyncza, od Marii Możdżeń – Krzywoutkała (moje wrażenie że czesanka była z podszerstka)
7 – Owca Kamieniecka, od Kasi Kosim-Orzechowskiej (Wełniane Wzgórza), pojedyncza na wrzecionie przędła Maria Możdżeń
8 – Polska Owca Górska, podwójna, na kołowrotku, od Marii Kohut (Centrum Pasterskiego w Koniakowie)
9 – Polska Owca Górska, podwójna, na kołowrotku, od Marii Kohut (Centrum Pasterskiego w Koniakowie)
10 – Polska Owca Górska, podwójna, na kołowrotku, od Marii Kohut (Centrum Pasterskiego w Koniakowie)
11 – Owca Kołudzka, kołowrotek, podwójna, od Marty Sznajder (Pani Prządka)
12 – Owca Pomorska, na kołowrotku, podwójna, od Karoliny Łomnickiej, która również przędła (Tworzy Sztuki, to Karolina przędzie dla naszego kolektywnego projektu)
Barwienie cebulą uważam za udaną próbkę pokazującą, czego spodziewamy się po projekcie BARWNIKI i WEŁNA – oczywiście w dużo większej skali. Wełna pięknie przyjmuje kolory, w dodatku pochłania światło i przez to barwy wydają się bardzo intensywne, trójwymiarowe, plastyczne. Co więcej, skręt nici powoduje kolejne wrażenia optyczne, dając wiele drobnych momentów światłocienia, to one tworzą walor i nasycenie.
Wełna zabarwiona, to samo ułożenie czyli obowiązują godziny na tarczy zegara
Czy coś mnie tu zaskoczyło? Chyba najbardziej fakt, że Polska Owca Górska tak inaczej przyjęła kolor, podczas gdy cała reszta jasnych wełenek zabarwiła się na orientalny żółto-złoty. Wełny świetnie zniosły barwienie, nie sfilcowały się, poza świniarką, która miała sporo długich włosów na nici i przez to połączyły się one ze sobą, łącząc nici przędzy w całość. Jestem zachwycona owcą kamieniecką, której wełna się pięknie skręca, karbikuje, a dając puszystość i zarazem masę. Z kolei włóczka z owcy pomorskiej pozostała twardsza, mniej plastyczna. Barwne niuanse każą skierować wzrok na wrzosówkę, mieszankę włosów szarych, brązowych i jasnych. W barwieniu daje to bogate melanże.
Świniarka, czesanka, przędza, barwiona przędza
Wrzosówka: zgręplowana, przędza i barwiona




