Późna jesień, zima i przedwiośnie to moje ulubione pory roku na pracę twórczą. Czas, gdy mniej jeździmy na zajęcia i mniej działamy w terenie (dosłownie na łąkach i polach) sprzyja zagłębianiu się w tematy odkładane latem. To, co wypracuję porą zimową w środku, wynoszę porą letnią na zewnątrz. W tym sezonie są to atramenty, tusze i farby akwarelowe.
Mój pierwszy atrament i póro
Jestem od lat fanką atramentu i pióra. Kiedy w pierwszej klasie podstawówki otrzymałam sygnał, że już mogę zacząć pisać długopisem, rodzicie podarowali mi pióro. Nie takie na naboje ani kulkowe, to było chińskie pióro z pompką. Wiośnowe, ze złotą stalówką. Od tej pory rytuał napełniania pióra atramentem z buteleczki stał się dla mnie wyznacznikiem bycia dużą, bo chodziło o to, by się nie zalać, a pióro dobrze wyczyścić. Tylko raz w życiu zdarzył mi się kleks, w zeszycie do nut. A tak, pióro aż do niedawna towarzyszyło mi już zawsze. Miałam swój ulubiony kolor atramentu, blue-black, czyli ciemne indygo. Oczywiście marki HERO.
Czym różni się atrament od tuszu?
Na początku warto wspomnieć o technologicznej różnicy między atramentem a tuszem. Atrament to w dużym skrócie mikstura barwników rozpuszczonych w wodzie, wraz z wodnorozpuszczalnymi spoiwami. Plamy na papierze, pisma powstałe dzięki atramentom po wyschnięciu mogą dać się znowu rozmyć wodą. Z kolei tusz to zawiesina pigmentów w spoiwie. Jak wiadomo, pigmenty są nierozpuszczalne w wodzie i o jakości tuszu świadczy między innymi stopień rozdrobnienia pigmentów, aby w spoiwie dawały równomierne plamy koloru. Tusz po zaschnięciu nie powinien być roztwarzalny, czyli nie powraca do postaci ciekłej. Tym samym tusz jest wersją farby akwarelowej, farby wodnej kryjącej.

Pierwsze atramenty
Zarówno tusze, jak i atramenty pojawiły się już kilka tysięcy lat temu, Egipcjanie i Chińczycy używali ich ok. 3000 lat przed naszą erą. W analizie tych mediów malarskich czasem ciężko określić, co było tuszem, a co atramentem, gdyż składniki czasem mieszano w jednej recepturze. Pierwsze atramenty były wykonywane z sadzy utartej z gumą, np. rzymski przepis mówi o trzech częściach sadzy świerkowej wymieszanych z jedną częścią gumy, oczywiście mówimy o gumie drzewnej (arabskiej, senegalskiej itd.). Tym samym tamten atrament przypominał współczesne tusze. Sadza dawała bardzo intensywną czerń, miała także niewątpliwą zaletę – była niewrażliwa na światło, nie traciła nic z nasycenia. Niestety napisy nią wykonywane nie były wodoodporne, przez co teksty zalane wodą tracono.*
Dopiero od II wieku naszej ery zaczęto produkować atramenty żelazowo-garbnikowe. Surowcami roślinnymi były galasy, a także kory drzew i krzewów, szczególnie kora dębu. Przepis z początku XII wieku, pochodzący z dzieła Schedula diversarum artium (“Zbiór przepisów o sztukach rozmaitych”) mnicha Teofila, mówi, by w kwietniu lub maju nazbierać gałązek tarniny, pozwolić im leżeć przez kilka miesięcy i dopiero wtedy rozbijać na drobne. Następnie należy zostawić w wodzie korę na 8 dni, odcedza i gotuje, aż odparuje do 1/3 objętości. Dalej:
Potem się ją przelewa do mniejszego tygla i tak długo gotuje, aż sczernieje i zacznie gęstnieć (…). Kiedy się zauważy, że woda gęstnieje, dodaje się trzecią część czystego wina, a wlawszy w nowe dwa lub trzy naczynia, dotąd gotuje, aż na wierzchu utworzy się powłoka podobna do błony.
Tak przygotowaną ciecz suszono na słońcu w torebkach pergaminowych, aż powstał proszek. Gotowy suchy atrament rozrabiano w winie z dodatkiem siarczanu żelaza i taką cieczą pisano. Generalnie dawniej większość mediów pisarskich była przechowywana na sucho w postaci lasek, sztabek i kulek. Tradycyjny tusz chiński jest do dzisiaj używany w formie pałeczek, które nawilża się tuż przed naniesieniem czerni na podobrazie.
Galasy
Najmocniej w historii jako źródło czarnego koloru w atramentach zapisały się galasy, stąd wielu z nas słyszało o atramencie galusowo-żelaznym. Można też spotkać się z jego innymi określeniami: garbnikowo-żelazowy, żelazowo-galasowy, metalo-garbnikowy. Nazwa zdradza składniki atramentu, czyli galasy, żelazo i oczywiście woda, ew. spoiwo. Galasy to narośla powstające na liściach różnych gatunków drzew na skutek żerowania na nich larw drobnego owada. W przypadku galasów dębowych to galasówka dębianka. Larwa galasówki wytwarza substancje stymulujące rozwój tkanek liścia w formie kulistej narośli. Narośl otacza larwę, tam owad przeżywa zimę. Gąbczasta kulka galasa nasączona jest substancją zawierającą duże ilości kwasu galusowego, którego pochodne to taniny, nadające tkankom i owocom dębu gorzki smak i właściwości ściągające. Dla porównania, w korze dębu jest 12-14% garbników podczas gdy galasy zawierają od 40 do 80% garbników (niektóre źródła podają mx. 60%). Galasy na dębach szypułkowych w okresie letnim wyglądają jak dojrzewające mini jabłka, stąd często nazywa się je jabłuszkami dębowymi. Po opadnięciu liści, zimą oraz w okresie przedwiośnia, galasy brązowieją i trudniej je znaleźć w ściółce.
Galasy z różnych gatunków dębu różnią się nieco wyglądem, a także składem. Do wyrobu atramentu najczęściej używano galasów tureckich, powstających na dębie Quercus infectoria rosnącym w Azji Mniejszej. Ponadto sięgano po galasy apulijskie, istryjskie z dębu Quercus ilex oraz galasy niemieckie z gatunku Quercus pedunculata.
Galasy zimą, Łódź
Galasy z Turcji
Składowe atramentu
W galasach drzemie kwas galusowy (tanina), tworzący z żelazem trwałe połączenia, ale początkowo o małym nasyceniu kolorem. Dopiero podczas utleniania kompleksy jonów żelaza i garbników zaczynają ciemnieć. Tak też dzieje się z tradycyjnym atramentem, gdy nim piszemy, kolor cieczy jest jasny, w miarę utleniania zbliża się do czerni, aby pod wpływem powietrza całkowicie sczernieć.
Choć na większą skalę atrament galusowy był używany od II wieku naszej ery, to atramenty zawierające żelazo odkryto już w starożytnych rękopisach. Pierwsza wzmianka o atramencie zawierającym jednocześnie żelazo i taninę zawarta jest w pismach z Bizancjum z II w.p.n.e. i brzmi tak:
Napis wykonany wyciągiem z galasów jest niewidoczny gdy wyschnie, ale zwilżony roztworem witriolu powinien czernieć.
Witriol to dawne określenie na siarczan żelaza. W staropolskich tekstach można też spotkać się z określeniem koperwas. Niestety łatwo o pomyłkę, bo obie nazwy odnoszą się do wielu różnych form soli metali. W średniowieczu rozróżniano kilka rodzajów witrioli, a w pismach arabskich z X wieku są informacje o pięciu kolorach witrioli. Najpewniej do wyrobu atramentów używano głównie zielonego witriolu, choć spotkałam się z recepturami z XIX wieku, w których proponowano witriol niebieski, miedziany. Nas obecnie interesuje bezpieczny w użyciu i wydajny witriol zielony, czyli siarczan żelaza (II), w postaci seledynowego, mokrego proszku.
Żelazowo-galasowy atrament powszechny stał się ok. XIV wieku i był głównym medium pisarskim aż do niedawna, gdy wynaleziono pióra wieczne i rozwinęła się współczesna chemia. Wówczas zaczęły powstawać atramenty syntetyczne, a także tusze do długopisów, które skutecznie zastąpiły naturalne atramenty. Mimo wszystko dziś także istnieją pasjonaci, którzy korzystają wyłącznie z atramentów galusowo-żelaznych, co więcej, są współczesne manufaktury tworzące takie atramenty.
Atrament galasowy ma szereg właściwości, które czynią go atrakcyjnym. Po pierwsze, jest łatwiejszy i tańszy w przygotowaniu niż atrament na bazie sadzy. Po drugie, jako że to roztwór, a nie zawiesina, nie zatyka pióra. Ciecz wnika w podłoże (papier), zabarwiając je trwale. Atrament ciemnieje z czasem, pozwalając przetrwać pisanym tekstom długi czas.

Przepis na prosty atrament XXI wieku
Poszukując przepisu idealnego, natknęłam się na wiele tekstów i ciekawych składników atramentu żelazowo-galusowego. W niektórych używano wina, w innych piwa, miodu, gliceryny, spirytusu, żelatyny, octu. W recepturach dawnych często stosowano dodatki uznane dziś za szkodliwe, na przykład sublimat rtęci lub siarczan miedzi. Pracując nad swoją recepturą starałam się uprościć proces tworzenia atramentu do minimum, przy maksimum wydajności. Robiłam próby na polskich galasach świeżych, suszonych, a także tureckich w całości i w proszku. Każdy galas się nadaje, aczkolwiek dają nieco inne odcienie. Te tureckie galasy idą w kierunku zimnej czerni, a nasze lokalne w stronę ciepłej czerni. I tak po wielu próbach powstała receptura:
• 25g galasów (całych lub w proszku)
• 17g siarczanu żelaza
• 9g gumy arabskiej w proszku (jeśli masz gumę w kawałkach, roztłucz ją na pył w moździerzu)
• 300-400ml wody (najlepiej destylowanej lub dobrze przefiltrowanej)
Potrzebujesz dodatkowo:
• garnek 1-2l
• słoiczek z nakrętką lub kałamarz do atramentu
• słoik około 500ml
• bibuła filtracyjna, lejek
• palnik, kuchenka
• mieszadełko, np. patyk drewniany
Galasy zalej wodą. Na drugi dzień podgrzewaj przez 1-2 godziny, możesz doprowadzić do wrzenia. W przypadku galasów w całości rozgnieć je widelcem, aby oddały jak najwięcej barwnika. Jeśli cieczy jest wciąż dużo, po wystygnięciu ponownie podgrzewaj aż do odparowania do ok. 200ml. Następnie przecedź przez gęstą tkaninę lub bibułę filtracyjną – to bardzo ważny krok! Jeśli w cieczy będą znajdowały się drobinki galasów, zapchają one stalówkę lub będą widoczne na papierze.
Przecedzoną ciecz wlej do dużego słoika, a następnie podgrzewaj w kąpieli wodnej w garnku. Do ciepłego roztworu dodaj siarczan żelaza oraz gumę arabską. Mieszaj często. Podgrzewaj tak długo, aż guma całkowicie się rozpuści i nie będzie na dnie kleistej masy. Zrób próbę pędzelkiem na papierze – jeśli płyn jest zbyt rzadki i rozwodniony, postaraj się jeszcze bardziej odparować wodę, aby zagęścić atrament. Gęstość cieczy to kwestia preferencji i uznania, a także docelowego użycia: czy zależy ci na gęstym tuszowym atramencie, czy lekkiej cieczy do pisania. Niektórzy zadowolą się rzadkim płynem w ilości 100ml, a inni będą dążyli do tłustego tuszu w ilości 40ml. Im bardziej gęsty atrament, tym bardziej nasycona czerń, a płyn zbliża się właściwościami do kryjącego tuszu. Z podanych ilości wychodzi mi zazwyczaj 60-80ml atramentu. Gdy osiągniesz pożądaną gęstość, przelej płyn do kałamarza lub małego słoika, przecedzając ponownie przez bibułę filtracyjną. Może się zdarzyć, że na powierzchni pojawi się kożuch lub na dnie osadzi się glut. Po prostu zdejmij kożuch przed przelewaniem, a glut pozostaw na dnie.
Atrament jest gotowy, choć najlepiej byłoby mu dać kilka dni, zanim zaczniesz pisać. Pamiętaj, że to atrament rzemieślniczy i nie nadaje się do piór wiecznych. Z powodzeniem możesz go używać do pisania i malowania patykiem, piórem gęsim (lub piórem myszołowa, bażanta itd.), stalówką w oprawce lub pędzlem. Możesz z niego korzystać bardzo długo, jeśli o niego zadbasz. Atrament w czystej postaci przechowuj w lodówce. Jeśli chcesz, możesz trzymać go w temperaturze pokojowej, ale wtedy dodaj do butelki kroplę olejku eterycznego z goździka lub drzewa herbacianego, jako utrwalacza. Mój atrament z kroplą olejku goździkowego stoi już kilka miesięcy w pokoju i ma się świetnie.

Po co pisać piórem?
A po co w ogóle robić atrament i pisać? Pióro jest wspaniałym narzędziem, kształtującym pismo, ale i charakter człowieka. Trzeba pamiętać o napełnianiu atramentem, o tym, by nie rzucać plecakiem ani piórnikiem (nomen omen). O pióro należy dbać, a pisać nim delikatnie, nie drapiąc, pieczołowicie dobierając strukturę papieru. Ręka musi iść płynnie, w jednym kierunku, nie ma za dużo miejsca na gryzmoły i wykrzywienie nadgarstka. Niestety żaden długopis nie pozwala na wyćwiczenie ciągłego pisania, bez unoszenia narzędzia znad papieru. Żaden cienkopis nie da tak pięknego śladu, który rozwija się jak pociągnięcie pędzla. Litery okrągłe są prawie kaligraficzne, a linie proste jak grafika. Za to cenię pióra i żałuję, że obecnie piszę ręcznie mniej, przez co w piórze atrament by mi zasychał i sięgam po długopis. Może dzięki coraz większej ilości buteleczek z atramentami, które kusząco spoglądają na mnie z półki to się zmieni.
* Co podobno nie było do końca wadą w erze drogocennych podłoży. W okresie, gdy pisano na papirusie lub pergaminie zdarzało się, że usuwano niepotrzebny tekst i papier wykorzystywano na nowo (palimpsesty).
**O różnicy między tuszami europejskimi i tymi z Dalekiego Wschodu innym razem.
Źródła:
Teka oszczędnych wskazówek, Nakład Maurycego Orgelbranda, Warszawa 1887
Władysław Ślesiński, Techniki malarskie. Spoiwa organiczne, Arkady, 1984
Władysław Sobucki, Atramenty żelazowo-galusowe, w: Ochrona Zabytków 49/3 (194), 1996
Jason Logan, MAKE INK. A Forager’s Guide to Natural Inkmaking, ABRAMS, Nowy Jork, 2018
Teofil Prezbiter, Średniowieczny zbiór przepisów o sztukach rozmaitych, Tyniec, Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 1998
Słownik terminologiczny sztuk pięknych, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 2005

