fbpx

Głęboka czerń. W poszukiwaniu współczesnej receptury idealnej.

naturalny czarny barwnik do tkanin
By
19 January 2022

Głęboka czerń to zagadnienie każdej dziedziny sztuki czy rzemiosła. Dotyczy także farbiarstwa i naturalnych barwników do tkanin, przędz i włóczek. Już dawno zbierałam się do spisania różnych pomysłów na czerń, tych dawnych i tych niedawnych, jednak dopiero tej zimy to się ziściło. Dzisiaj dzielę się moimi poszukiwaniami czerni „idealnej” i współczesnej, bezpiecznej receptury na ten kolor.

Odcienie czerni

W malarstwie i fotografii zwykle wiemy, że czerń czerni nierówna, że w zasadzie w czerni zawiera się dużo barw. Czasem te barwy „świecą” na granatowo, czasem dają wrażenie brązowej głębi. Jednym z zadań specjalnych w pracowni malarskiej jest martwa natura w czerni (i analogicznie w bieli, bo bieli też jest wiele odcieni). To zadanie na początku wydaje się bardzo trudne, ale z czasem, po długim wpatrywaniu się w przedmioty do uwiecznienia, dochodzi się do wniosku, że do malowania należy użyć wiele kolorów farb. A tą czarną tubkę zostawić z boku, w kasetce.

Rozejrzyj się po otoczeniu i zobacz, że czarny plecak jest inny niż czarna rama do zdjęć, a i czarny abażur lampy ma inny wydźwięk. Niektóre czarne przedmioty są ciepłe, inne chłodne. Jedne połyskują, inne są matowe i absorbują całe światło. Zajrzyj do szafy i przyznaj, że nie jest łatwo dobrać kilka czarnych ubrań tak, aby pasowały do siebie. Jedno będzie bardziej stalowe, inne zielonkawe. Dostrzegamy te niuanse głównie wtedy, gdy zbliżymy do siebie różne czarne tkaniny, przedmioty. Kiedy występują one solo w naszym entourage’u, na pierwszy rzut oka są po prostu czarne, jednak w rzeczywistości nie pochłaniają całego światła i mają kolor tylko zbliżony do głębokiej, idealnej czerni.

Miej w pamięci to spostrzeżenie, kiedy będziesz farbować tkaniny czy włóczki na czarno. Nawet w przemyśle naprawdę trudno jest wytworzyć czerń absolutną, idealną, chłonącą światło niczym kosmiczna czarna dziura 🙂

naturalny czarny barwnik do tkaninKilka odcieni czerni. Wszystkie naturalne, z barwników roślinnych.

Czarny w opisywaniu świata.

Niedawno dowiedziałam się, że kolor czarny został pierwszym kolorem, jaki ludzkość nazwała w swoich językach. Tuż po nim opisano słowem biel. Dotyczy to wielu różnych kultur i cywilizacji. Podobno określenie czerni i bieli wyprzedza bardzo wyraźnie inne kolory. Co ciekawe, trzeci „spisany” jest czerwony, na samym końcu barw podstawowych ląduje… niebieski. Starożytne cywilizacje, poza egipską, rzadko miały w słowniku słowo określające kolor niebieski. Ktoś nawet pokusił się o analizę ilości słów użytych w Iliadzie i Odysei Homera, a także w Biblii. W tych tekstach czerń jest wspomniana kilkanaście razy więcej, niż każda inna barwa i sumarycznie około dwa razy więcej, niż wszystkie kolory razem wzięte. Myślę, że to częściowo wyraz tego, jak postrzegano dawniej rzeczywistość. Przecież niebo było zawsze niebieskie, a trawa zielona i temu nie da się zaprzeczyć. Jednak może ludzie nie potrzebowali tylu określeń kolorów, a czarny, ciemny, nocny, mroczny itp. oznaczał wiele różnych aspektów symbolicznie odbieranego świata.

Nam współczesnym czerń oczywiście przywołuje na myśl ciemność, noc, mrok, czarne moce, czarną magię, śmierć, żałobę. Ale też ma negatywne konotacje: czarny rynek, czarna owca, czarna godzina. Poza konkretnymi kodami kulturowymi, osobom zaangażowanym w wizualną stronę rzeczywistości, czerń kojarzy się też z rysunkiem, grafiką, szkicem, konturem. A zatem z zarysem, z określeniem granic przedmiotu, istoty rzeczy, z sylwetką, z tym, co najważniejsze. Czarno na białym to jasno, prosto i przejrzyście. A więc czarny to też często ważna przesłanka w języku obrazu, podstawowy aspekt opisywania świata.

Wróćmy jednak do pigmentów i barwników…

Dawne przepisy na czerń. Mistrzowie i farbiarze ludowi.

Jak nietrudno się domyślić, czarne barwniki ludzie znali od niepamiętnych czasów. Ścienne malowidła w Lascaux i Altamirze mają czarne kontury i cienie. Czarne pigmenty były potrzebne do tworzenia tuszy dla pierwszych pisarzy, farb dla malarzy, a także do barwników dla farbiarzy. W każdym z tych przypadków korzystano z nieco innych surowców naturalnych, organicznych i nieorganicznych. Jednak pewne cechy barwników roślinnych oraz metali były wykorzystywane od zawsze i na różnych szerokościach geograficznych.

Właśnie te „części wspólne” wzięłam na warsztat, gdyż dają nadzieję na trwałe i mocne wybarwienia. W moich poszukiwaniach skupiłam się także na przepisach zrozumiałych dla współczesnego człowieka, przyjaznych i niezbyt trudnych. Niektóre z nich przytaczam jako ciekawostkę, a inne jako bazę, tzw. stały punkt programu.

Średniowiecze

Stare i dobre pomysły na czarne tkaniny są oparte na znaleziskach archeologicznych. We wczesnośredniowiecznej Europie stosowano kilka receptur, w większości opartych na kontakcie włókna z żelazem. Było więc w użyciu moczenie przędzy w wodzie, w której kowale gasili żelazo, a także bejcowanie w wodzie z żelaznymi przedmiotami. Na takiej bejcy barwiono ciemnymi kolorami brązu, najczęściej korą olszy czarnej lub galasami dębowymi. Potem, gdy już się pojawiły w tej części Europy, stosowano korzenie, korę i łupiny orzecha włoskiego. Ludowi farbiarze moczyli tkaniny w bagnach, aby nabrały burego koloru. Jeśli ziemia i woda były zasobne w metale, kolor był naprawdę ciemny.

naturalny czarny barwnik do tkaninOlszowe szyszki często wspominane jako czarny barwnik używany przez lud.

Nowożytność

Potem, już w późniejszych epokach, do ciemnego, jak najciemniejszego koloru używano głównie surowców z orzecha włoskiego. Dodatkowo, aby pracy sobie nie utrudniać, na ciemne i czarne barwy farbowano wełnę szarą lub brunatną, zamiast białej. A więc wykorzystywano naturalną ciemną podmalówkę. Co do lnu i innych włókien roślinnych, były rzadziej farbowane do pewnego momentu dziejów, gdyż tkaniny takie stanowiły odzież spodnią, bieliznę. Ta zaś nie wymagała barwienia, które wciąż było stosunkowo kosztowne. Lepiej więc było zostawić drogie barwniki na soczyste wierzchnie ubiory wełniane, widoczne dla każdego.

Trafiłam na ciekawą recepturę z 1583roku, przekazaną przez słynną Ethel Mairet w jej książce (A book on vegetable dyes, 1916). Przepis ten pochodzi ze starej książki holenderskiej i opiera się na galasach połączonych z siarczanem żelaza. Ten duet surowców powtarza się w niemal wszystkich dostępnych mi źródłach.

Autorka cytuje też przepis kolejnego mistrza, Williama Morrisa – tak tak, tego wielkiego projektanta i artystę z XIX, współtwórcę ruchu Arts&Crafts. Morris w swojej pracy z tkaniną tworzył własne receptury oparte na barwnikach roślinnych oraz koszenili i kermesie. Jego pomysł na prostą i trwałą czerń w dużym skrócie to: pofarbować materiały w kadzi indygo na bardzo ciemny odcień niebieskiego, a potem „zabrązowić” je aż do koloru czarnego w kąpieli z korzenia orzecha włoskiego.

Sama Eithel Mairet wskazuje we własnych przepisach na kolor czarny, bazujący na kilku roślinach barwierskich w różnych kombinacjach. Podaję kilka z nich:
– kora olszy czarnej + siarczan żelaza
– owocnie orzecha włoskiego
– liście i gałązki sumaka garbarskiego + siarczan żelaza + modrzejec kempesziański + soda
– bejca z chromu i kwasu siarkowego + modrzejec kempesziański + morwa farbiarska

Kolejne ciekawe receptury pochodzą z cytowanej z cytowanej przeze mnie często Teki oszczędnych wskazówek (Stanisława Rewieńskiego z 1887roku). Tutaj mamy kolejne potwierdzenie surowców używanych przez lud, a mianowicie autor poleca zrobić kąpiel barwiącą z wiórów dębowych i potem rozwinąć ją koperwasem, czyli siarczanem żelaza. Inne przepisy z tej książki wyszczególniają np. farbowanie drewna na czarno na kształt hebanu, tworzenie czarnego atramentu, przepis na czarną farbę na sukno wełniane, a nawet farbowanie pilśniowych kapeluszy. I tutaj ciekawostka, okazuje się, że kapelusz nazywany przez nas filcowym nie jest wcale wełniany. Wykonywano go najczęściej z włosia króliczego lub bobrowego. Tak czy siak, przepis na czarną farbę do kapeluszy z XIX wieku jest nieco bardziej skomplikowany, gdyż obejmuje drzewo brazylijskie, gumę tragantową, siemię z lnu, czasem także żółć wołową i galasy.

Naturalna czerń z XX wieku

Nasze podwórko i często przywoływana Weronika Tuszyńska w swojej książce (Farbowanie barwnikami naturalnymi) niestety zawarła tylko jeden przepis na kolor czarny. Przypomnijmy, że książka zawiera aż 157 przepisów na różne barwy. Receptura na czerń opiera się na bejcy z węglanu potasu i soli kuchennej, a następnie wspólnej kąpieli barwiącej z niebieskiego drewna (domyślam się, że chodzi o modrzejec) oraz żółtego drewna (tutaj stawiam na morwę).

Zestawienie modrzejca z morwą powtarza się także u J.N. Liles’a, amerykańskiego współczesnego farbiarza. Muszę przyznać, że większość jego receptur na jakikolwiek kolor opiera się na ciężkiej chemii. Za każdym razem, gdy sięgam po książkę Jima Liles’a (The Art and Craft of Natural Dyeing), łapię się za głowę i zastanawiam, czy ktoś dzisiaj odważy się na te eksperymenty. Przepisów na samą czerń jest kilkanaście, ze wskazaniem, które są lepsze dla włókien celulozowych, a które dla proteinowych. Oto niektóre z nich:
– kadź indygo na cynku + bejca taninowa + bejca żelazna + orzech włoski
– bejca taninowa + bejca z sody + bejca żelazna z siarczanem miedzi + bejca zasadowa + modrzejec kempesziański + morwa farbiarska + marzanna barwierska + soda + siarczan żelaza + zaprawa chromowa (ufff!!!).

Jak widać, metale ciężkie w użyciu i bardzo dużo etapów barwienia. Mnie najprawdopodobniej by to skłoniło do rezygnacji z koloru czarnego w garderobie.

Do kolekcji współczesnej należy dodać jeszcze Jenny Dean. Na jej blogu znajdziemy kilka wskazówek dotyczących czerni przy użyciu połączenia taniny i żelaza. Natomiast w książce (Wild colour) nie podaje bezpośrednio recepty na konkretne barwy. Można je wyszukać po pasku bocznym z próbkami barw i tutaj najbliżej do czerni próbce na stronie z głogiem. Jenny wskazuje, że gałązki głogu w kąpieli rozwiniętej siarczanem żelaza dają grafitowy odcień czerni.

kempeszModrzejec kempesziański jako główny bohater receptur współczesnych. 

Moje własne tropy.

Założenia

W moich poszukiwaniach odniosłam się zarówno do wiedzy ludycznej, jak i przepisów mistrzów. Dodałam do tego własne doświadczenia z ostatnich lat i wyszła całkiem spora lista do ponownego praktykowania. W pracowni czerń pojawiła się już kilka razy, jednak nigdy celowo, a zawsze jako przypadek. Pozbierałam te „okazy” i zajrzałam do mojego notesu, w którym skrzętnie zapisuję każdą próbę – właśnie na takie okoliczności. Dzięki temu mogłam odtworzyć kolor i ewentualnie udoskonalić przepis.

Miałam przede wszystkim założenie bezpiecznej receptury, a więc jedyne nie-roślinne zaprawy użyte przez mnie to ałun i siarczan żelaza. Co więcej, chciałam stworzyć przepis nie wymagający więcej niż 3 etapów barwienia. Uważam, że to i tak całkiem dużo, ale niewątpliwe w przypadku czerni mniej znaczy mniej. Z ciekawości jednak sama zrobiłam przepisy obejmujące więcej etapów, żeby mieć pewność, czy ich rezultat jest tego warty. Po lekturze kilkudziesięciu przepisów dawnych z różnych źródeł, postanowiłam też sprawdzić, czy jest możliwa dobra czerń bez żelaza lub bez modrzejca kempesziańskiego. No i oczywiście szukałam wersji przystępnej, a więc opartej na roślinach, które miałam w pracowni i są dostępne na łące, w lesie lub w sklepach online.

Surowce

Nie będę spisywać wszystkich receptur, które wypróbowałam przez wiele dni farbowania. Zdradzę tylko, że receptur było 20. Wymienię jednak rośliny, zaprawy i włókna które były bohaterami tej drogi do czerni.

ROŚLINY
olsza czarna, szyszki
migdałecznik chebułowiec, owoce
– sumak octowiec, szyszki
– sumak octowiec, liście
– galasy zielone i białe, narośla
indygowiec barwierski
– modrzejec kempesziański, drewno
– marzanna barwierska, kłącze
– morwa farbiarska, drewno
rezeda żółtawa, ziele
krwawnik pospolity, ziele
brzoza brodawkowata, kora
kruszyna pospolita, kora
– jeżyna, liście
dąb czerwony, kora

ZAPRAWY
– ałun
– siarczan żelaza
wodorotlenek wapnia (do kadzi indygo)

WŁÓKNA
– wełniana przędza biała nat.
– wełniana przędza szara nat.
– wełniana przędza brunatna nat.
– wełniana tkanina 80% (20% poliestru)
– lniany niebielony sznurek
lniana bielone przędza
– lniana tkanina niebielona
– lniana tkanina bielona
– konopna tkanina niebielona
– bawełniana tkanina surówka
– bawełniana tkanina bielona
bawełniany sznurek bielony
– jedwab krepa

tkaniny naturalneWłókna przed barwieniem.

Warte uwagi, choć nie czarne.

Taniny

Nie mogłam się oprzeć, aby zrobić porównanie dla kąpieli taninowych z żelazem. Interesowało mnie przede wszystkim, czy wszystkie roślinne bejce w połączeniu z siarczanem żelaza doprowadzą mnie do czerni? Czy będzie ona taka sama? Zrobiłam kąpiele [100% wagi włókien] z sumakowych szyszek, liści, galasów, migdałecznika, dębu oraz olszy, również w duetach. Każda kąpiel gotowała się 1-2h, potem została do nasączenia przez kolejne 2h. Odcedzona, podgrzewana z włóknami przez 2h, czasem zabulgotała. Potem włókna znowu zostawione do nasączenia w kąpieli na 2h. Następnie kąpiel rozwinięta siarczanem żelaza [20-40% wagi włókien – dalej w tekście ww] i znowu zostawione włókna do nasączenia przez 2h.

czarny barwnik z roślin

Co się okazało? Otóż, w większości kolor to atramentowy fiolet na włóknach roślinnych. Na wełnie w przędzy wszędzie jest fioletowa czerń, natomiast wełna w tkaninie i jedwab niekoniecznie nawet zbliżają się do czerni. Kolory najbardziej nasycone to galasy oraz migdałecznik. Najsłabszy jest sumak z liści.

Wyróżniła się olsza czarna, której barwa naprawdę zbliżyła się do mocnego, neutralnego grafitu na lnie i bawełnie. Z kolei wełna w przędzy jest bardzo czarna i nie ma żadnej poświaty.
Dąb zaś tym razem zaprotestował i dał popielate szarości, nie zwiastujące sukcesu.

roślinny czarny barwnik do tkaninPo lewej włókna barwione szyszkami olszy czarnej, po prawej mieszanką owoców migdałecznika i kory dębu. Kąpiele rozwijane siarczanem żelaza

Rodem z ecoprintu.

Mocno czarne kolory wychodzą zwykle podczas farbowania kontaktowego techniką ecoprintu. Liście jeżyn są jednym z surowców, które dają spektakularne rezultaty. Zwykle mocno i wyraźnie odciskają się nawet na włóknach celulozowych. Wystarczy do towarzystwa bejca z żelaza i czerń gotowa.

Mając w pamięci takie tkaniny pokusiłam się o wypróbowanie liści jeżyn w duecie z siarczanem żelaza. Niestety kolory, jakie osiągnęłam nawet na wełnie i jedwabiu nie przypominają czerni. Są jednak piękną, popielatą wersją szarości.

Inne receptury.

Pozostałe receptury, jakkolwiek wydawały się warte uwagi i spróbowania, nie dały oczekiwanych kolorów. Niekiedy barwy były tak nieudane, że nie warto o nich pisać. W tym długim doświadczeniu, pośród efektów niechcianych, pojawiła się jednak zupełnie nowa odsłona kilku roślin, które ze sobą zmieszałam w poszukiwaniu czerni. Dały kolor głębokiej śliwy. Poświęcę im osobny artykuł.

Czerń wysokiej próby. Mix z kolorów podstawowych.

Nie byłabym sobą, gdybym zarzuciła mieszanki kolorów podstawowych, o których pisało tak wielu. Po długich dywagacjach zdecydowałam się spróbować dwóch przepisów z listy Jima Liles’a. W sumie były one dość podobne do kilku receptur Ethel Mairet, więc podjęłam tę próbę. Jednak dokonałam niewielkich modyfikacji, które usprawniły mi pracę, a także sprawiły, że nie sięgnęłam po ciężkie chemiczne bejce. Przepisy i moje działania opisałam poniżej.

1.
Oryginał brzmiał mniej więcej tak: Zabejcować tkaniny w taninie (6% ww)przez 10-12h, następnie 10min moczyć w kąpieli z sody oczyszczonej. Potem gotować 30min w bejcy żelaznej. Znowu włożyć do kąpieli z sodą na 15min. Dobrze wypłukać. Następnie przygotować kąpiel barwiącą z modrzejca kempesziańskiego + marzanny barwierskiej oraz morwy farbiarskiej. Farbować w tej kąpieli przez 30min.

1. a)
Zrobiłam taką dziko-barwną wersję: dwie oddzielne bejce (dla porównania), z kory dębu oraz owoców migdałecznika. Włókna bejcowały się przez ponad 12h, następnie te kąpiele bejcujące rozwinęłam siarczanem żelaza. Moje próbki zawierały włókna wełniane, więc zrezygnowałam z kąpieli w sodzie oczyszczonej. Próbki po tym miały kolor szary, zgodnie z tym, co pisał Liles. Kąpiel barwiącą przygotowałam wg oryginalnego przepisu i włókna farbowałam w niej przez 2h.

Czerń wyszła pierwszorzędna! W sumie nie mam się do czego przyczepić, poza faktem, że na bejcy z migdałecznika włókna zwierzęce zyskały brunatny odcień, wcale nie czarny. Reszta włókien jednak cieszy oczy. Z tych dwóch bejc wybrałabym mimo wszystko korę dębu, gdyż dała bardziej neutralną czerń, nieco cieplejszą i nie kojarzącą się z niczym. Z kolei migdałecznik jako baza pozostawił fioletową poświatę na włóknach bawełnianych i lnianych.

naturalny czarny barwnik do tkaninU góry baza z migdałecznika, u dołu z dębu.

2.
Tutaj według oryginału należało przygotować kadź indygo bazującą na cynku, następnie zafarbować w niej włókna na odcień „granatowy prawie czarny”. Potem te włókna poddać kolejnemu bejcowaniu: ałun-tanina-ałun. A na koniec włożyć do kąpieli barwiącej z rezedy żółtawej i marzanny barwierskiej.

2. a)
Przepis ten zaciekawił mnie głównie dlatego, że nie wymagał użycia żelaza w żadnej postaci. A taką opcję chciałam sprawdzić. Podeszłam więc do sprawy dość pieczołowicie. Zrobiłam kadź indygo, jednak bez cynku, a na fruktozie. Jak wiadomo, ta kadź nie pozwala na osiągnięcie ciemnego granatu (znanego z kadzi hydrosulfitowej). Mimo wszystko byłam całkiem zadowolona z mojego nasyconego niebieskiego. Bejcę zrobiłam w skrócie, połączyłam ałun z galasami i w tym podgrzewałam niebieskie włókna. Dalej już zgodnie z recepturą, kąpiel barwiąca okazała się bardzo słaba i niezbyt mocno pokryła moje włókna. Stały się zielonkawe, ale w wersji wojskowej, maskującej. To skłoniło mnie jednak do rozwinięcia farbowania szczyptą siarczanu żelaza.

Niestety, całe założenie czerni bez użycia żelaza upadło. Najpewniej dlatego, że baza nie było granatowa, a niebieska. Jednak muszę przyznać, że po dodaniu siarczanu żelaza, kąpiel niewiele się zmieniła, zaś próbki zyskały nowy wymiar. Są w kolorze grafitowo-granatowym i śmiem twierdzić, że w odcieniu ciemniejszym niż te farbowane olszą.

indigo dyePróbki na bazie indygo.

Prosta czerń idealna.

Na koniec pragnę podzielić się moim osobistym odkryciem. Czerń z tego przepisu nie była efektem poszukiwań, ale kilka razy zamanifestowała się w pracowni podczas pracy. Prosty skład, gwarantowane efekty. Bazą jest moja ukochana roślina polskich łąk, krwawnik pospolity. Tak, ten krwawnik, którego kilkadziesiąt spośród Was testowało w ramach naszego wspólnego projektu.
Sam krwawnik rozwinięty siarczanem żelaza daje baaardzo ciemne zielenie, nieraz zbliżające się do grafitowo-czarnej zieleni. Szczególnie nasycony odcień osiąga się na włóczce wełnianej, z merynosa, moherze, itp.

Naturalną koleją rzeczy po wszystkich doświadczeniach z kolorem czarnym, było ostateczne zafarbowanie ciemnej, krwawnikowej zieleni w kąpieli z modrzejca kempesziańskiego. Tak też zrobiłam, efekt cudowny. Kocham krwawnik, a i on chyba odwzajemnia tą miłość 🙂 Kolor ostateczny określam jako zimną stalową czerń, w kontraście do wcześniej wyróżnionej czerni na bejcy z kory dębu – ciepłej. Ziele krwawnika daje chłodne wybarwienia, a i modrzejec buduje fioletową poświatę. Natomiast kora dębu z receptury powyższej potraktowana była również ciepłymi barwnikami z marzanny i morwy.

naturalny czarny barwnik do tkaninPorównanie czerni: u góry na kąpieli z krwawnika, u dołu na bejcy z dębu.

Faworyci.

Kończąc ten długi opis poszukiwań czerni, wyłonię w plebiscycie dwóch moich faworytów. Ex aequo wygrywają:

krwawnik+siarczan żelaza+modrzejec
oraz
dąb+siarczan żelaza+modrzejec/morwa/marzanna

Z tych dwóch kąpieli jestem najbardziej zadowolona, ponieważ dają najlepszą czerń na prawie wszystkich rodzajach włókien, zarówno na jedwabiu, wełnie i lnie. Dobrze pokryły też konopie i bawełnę. Drugie miejsce dostaje mix:

migdałecznik+siarczan żelaza+morwa/modrzejec/marzanna

Jednak ten przepis polecam głównie do włókien pochodzenia roślinnego. A jako uzupełnienie do włókien pochodzenia zwierzęcego warto sięgnąć po olszę czarną z siarczanem żelaza. Na zdjęciu próbki zostały zestawione z czarnymi przedmiotami – plastikową zakrętką, pędzlem, węglem drzewnym, szpulą nici.

czarny barwnik do tkanin i ubrańU góry z lewej krwawnik, z prawej dąb u dołu migdałecznik, małe próbki z olszy czarnej.

 Dodaję jeszcze zdjęcie z surowcami-bohaterami. Niestety czerń z czernią trudno się fotografuje, więc im więcej opcji zobaczenia kolorów w kontraście z innymi barwami, tym lepiej.

przepis na czarny barwnik

 

P.S.
CZERŃ W MODZIE I KULTURZE

** Podobno syntetyczny barwnik czarny jest najbardziej naszpikowanym chemią barwnikiem. Wynika to z tego, że głęboka czerń wymaga wielu procesów i substancji (niekoniecznie zdrowych). A zatem, jeśli już musimy nosić czarne ubrania, to niekoniecznie blisko ciała. Unikajmy czarnej bielizny – tak przecież modnej. Nie ubierajmy niemowląt i dzieci w czarne ubranka.

** Nie zawsze w naszym kręgu kulturowym czarny był kolorem żałoby. Dawniej u Słowian wdowy zakładały białe czepce po stracie męża. Biel jest także kolorem żałoby na Wschodzie. Z kolei W Tajlandii jest to fiolet, a w Meksyku żółty i niebieski.

** Ania Kuczyńska, polska projektantka mody, której kolekcje bazują głównie na czerni, zdradziła mi kiedyś, że czerń w odzieży jest silna i nie każdy ją uniesie.

** Zima to w medycynie chińskiej czas nerek, a nerkom przyporządkowuje się kolor czarny. Może więc dlatego podświadomie, w najkrótsze dni w roku najwięcej osób nosi się na czarno… Wiem, poza tym ciemne jest praktyczne na pluchę 😉

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to Top
en_GBEN