Kalina koralowa jest od dobrych kilku lat moim ukochanym krzewem, który cenię za walory estetyczne, lecznicze i smakowe. Odkąd zaczęłam wiązać się z medycyną naturalną , ludową i wschodnią, kalina towarzyszy mi nieustannie w różnych momentach. Korzystam głównie z odwarów z jej kory. Taki napój ma obłędnie czerwony kolor i łatwo się domyślić, że już od pierwszego zaparzenia miałam pokusę, by spróbować kory kaliny do barwienia tkanin. Nie zrobiłam tego jednak przez lata, bo surowiec do niedawna był trudny do zdobycia w sklepach zielarskich i traktowałam go jak rarytas, jak złoto mojej apteczki. W dodatku aż do 2014 roku kalina była objęta częściową ochroną gatunkową. W końcu jednak przyszedł dzień na farbowanie kaliną i o tym jest dzisiejszy artykuł.
Kalina znana na słowiańszczyźnie
Krzew kaliny koralowej występuje w Eropie, na Sybierii oraz w Ameryce Północnej. W Polsce spotyka się ją w lasach i zaroślach nad brzegami wód, bywa też często sadzona w parkach i ogrodach jako roślina ozdobna. Jej pędy osiągają wysokość nawet 4-5 metrów, krzew rośnie dość szybko. W przydomowych ogrodach najczęściej widujemu kalinę pomponową, której kwiatostany formują białe kule, a w lasach i na terenach dzikich kalinę o kwiatostanach jak baldachy. Jest rośliną miododajną, lubianą przez pszczoły i motyle.
Słowiański folklor odwołuje się do kaliny często, stąd prawdopodobnie była ona od dawna obecna w kulturze i obrzędowości. Nazwa krzewu w wielu krajach słowiańskich brzmi podobnie: Kalina obyčajná (słowacki), Kalina obecná (czeski), Калина звичайна (ukraiński), Călinul (rumuński), Калі́на звыча́йная (białoruski). Nazwa kaliny jest częstym motywem pieśni ludowych, legend i opowieści. Jako życiodajny krzew żeński kalina była używana w obrzędach przejścia, np. ze stanu życia do śmierci, a także ze stanu panieńskiego do małżeńskiego. Kiedy rodziła się dziewczynka, zasiewano przy domu kalinę. Na weselu ozdabiano nią wianki, stół weselny, a także uprzęże koni wiodących młodych do ślubu. Była symbolem miłości, a także pokwitowaniem dziewictwa. Według starych podań, nieszczęśliwe dziewczęta, które umierają przed ślubem, zamieniają się w kalinę. Z innych źródeł z kolei wiemy, że kwiat kaliny przyłożony do zbolałego serca zmniejszał cierpienia miłosne…
Nie spotkałam się w znanych mi źródłach pisanych dotyczących naturalnego farbowania tkanin i etnobotaniki w ogóle z żadną informacją o używaniu surowców z kaliny do celów farbiarskich. Jedynie Wikipedia podaje, że owoce barwią żywność na kolor czerwony, zaś kora była używana do farbowania wełny na zielono-czarny, jednak poddaję tą drugą część w wątpliwość.
Bliżej kaliny i jej mocy
Półtora roku temu przeprowadziłam się na wieś i mam swoją „osobistą” kalinę kilka metrów od domu, w starym sadzie. Obserwuję z bliska jak rośnie, korzystam z jej dobrodziejstw. Robię to już odważniej, niż do tej pory. Późną wiosną zbieram kwiaty i suszę, aby w potrzebie skorzystać z pysznej, lekkiej w smaku i jakże pięknej herbaty. Baldach kwiatostanu pływa w filiżance, jeśli był ususzony to we wrzątku na nowo się rozwija. Herbatka z kwiatów kaliny pita w ciąży pomogła mi całkowicie uniknąć mdłości.
Przez cały rok zbieram korę kaliny, wybierając 2-3 letnie gałązki. Zazwyczaj nie magazynuję zapasów, a w momencie potrzeby idę na dwór, ścinam, strugam i zaparzam. Odwar z kory ma działanie rozkurczające, szczególnie na macicę. Jest to obecnie mój najskuteczniejszy, najzdrowszy lek przeciwbólowy na bóle księżycowe. Działa szybko. Z powodzeniem popijam odwar z kory kaliny także wtedy, gdy czuję ogólne napięcie mięśni przy kręgosłupie lub zbliżający się ból głowy. Taki napój ma gorzkawy smak, nieco owocowy, nie da się goryczy kaliny pomylić z ostrym posmakiem kruszyny ani ziemistym dębu. Identycznie niemalże smakują pąki – podjadać je można w ramach gemmoterapii właśnie teraz, czyli na przednówku.
Z kaliny pozyskiwać można także owoce. Są jadalne głównie po przemrożeniu lub przegrzaniu, mają w sobie kalinową goryczkę. Tradycyjnie były stosowane jako lekarstwo na kaszel. Minionej jesieni pokusiłam się nawet, by zrobić z nich marmoladę. Niestety, poświęcenie (moje i domowników), by znieść okropny zapach koralowych kiści podgrzewanych w kociołku, na nic się zdało, bo dżem ma równie paskudny smak. W zasadzie to smako-zapach, osobiście odczuwam go całą sobą. Nawet na surowo owoce kaliny cuchną z daleka dzięki zawartości kwasu walerianowego, Łukasz Łuczaj nazwał to zapachem starych skarpetek, coś w tym jest.
Farbowanie tkanin korą kaliny
Przez te kilkanaście miesięcy bliskości zauważyłam, że nasza kalina jest silna i ma sporo odrostów i młodych pędów. Rośnie szybko i radzi sobie dobrze. Dzięki tej obserwacji udało mi się odżałować kilka cennych gałązek do eksperymentu barwierskiego. Miał on trzy etapy i każdy z nich okazał się być cennym doświadczeniem.
Etap 1.
Do farbowania przeznaczyłam około 10 długich pędów, z których zdjęłam korę. Na świeżo kora ważyła 136g. Zostawiłam ją do wysuszenia w ciepłej kotłowni, na drugi dzień okazała się całkiem sucha i miała wagę 56g. A więc zostało niewiele pond 40% .
Porcję 40g wysuszonej kory zalałam wodą i wstawiłam do lodówki, do lepszego wypłynięcia barwników. Spodziewałam się, że kora moczona długo w wodzie zacznie oddawać swój czerwony barwnik. Niestety, ciecz stała się jedynie lekko bursztynowa. Po półtorej doby moczenia, surowiec w oryginalnej kąpieli wstawiłam na palnik i podgrzewałam około 40min. Kąpiel stała się mętna, miała niezbyt kalinowy zapach, wypływały na powierzchnię bąbelki powietrza… a tatem zaczął się chyba tworzyć ocet? Ku mojemu niezadowoleniu, nawet po odstawieniu ciecz nie zyskała czerwonawej barwy, a stawała się coraz bardziej gęsta, jakby zabielona mąką. Od razu ją wylałam, to nie była kalina, którą znam!
Etap 2.
Kolejnego dnia zebrałam nową, mniejszą porcję kory z gałązek. Świeżej kory pozyskałam 46,6g, co szacuję na niespełna 20g suszu. Surowiec od razu zalałam wodą i wstawiłam na palnik na 20 min. Z początku kolor cieczy był słomkowy, ale przynajmniej przejrzysty. Wyłączyłam kuchenkę i odstawiłam kąpiel na 30min do nasączenia, oczekując zmiany barwy.
Po tym czasie kąpiel stała się lekko różowa i zmierzała wyraźnie w kierunku czerwieni, której się spodziewałam. Odcedziłam ją i włożyłam małe próbki tkanin oraz wełnianą przędzę, podgrzewałam przez 40minut i zestawiłam z palnika. Tkaniny były różowe, przypominały kolorem włókna barwione szyszkami świerku. Zaraz po podgrzewaniu kolor kąpieli niewiele się zmienił, ale już po 5 godzinach przybrał wyraźną czerwień.
Etap 3.
Nad ranem ciecz była już głęboko czerwona, a mokre tkaniny malinowe. Wypłukałam je, od kilku z nich odcięłam małe fragmenty. Kąpiel barwiącą podgrzałam na nowo i odlałam z niej 100-150ml do słoika, dodając łyżeczkę sody oczyszczonej. Chciałam spróbować osiągnąć kolory jeszcze bardziej bliższe czerwieni, a jak wiadomo, podniesienie pH w tym pomaga. Do nowego roztworu włożyłam przygotowane małe ścinki, na mniej więcej 15 minut bez podgrzewania. Kolory z nich stały się nieco bardziej czerwonawe, co daje pewien trop i wskazówkę na przyszłość.
Lny bielone oraz niebielone, małe fragmenty na górze z kąpieli rozwijanej sodą oczyszczoną
Ostatecznie po wyschnięciu kolory są bliżej brudnego różu, niż czerwieni, z ceglastą nutą. Trochę przypominają barwy z sandałowca, ale są bardziej nasycone i mniej świetliste zarazem. Tkaniny były bejcowane i niebejcowane, dla porównania. Wełna i jedwab bez bejcy, kąpiel otrzymywana bez dodatków. Kolejny raz okazało się, że bejca z serwatki mleka krowiego sprawdza się bardzo dobrze jako wzmocnienie koloru.
Wnioski i pomysły na przyszłość
Zdecydowanie najważniejszym podsumowaniem eksperymentu jest informacja o tym, że kory kaliny nie warto długo moczyć przed właściwym farbowaniem. W zasadzie powinna być użyta albo od razu po zbiorze albo całkowicie suszona.
Tropem, nad którym bym się pochyliła przy następnej próbie, byłoby farbowanie zabejcowanej ałunem wełny. Moja wiązka białokremowej wełny z Polskiej Owcy Górskiej nie była niczym bejcowana, zdecydowanie spodziewałabym się wzmocnienia świetlistości koloru.
Warto też poekperymentować z podwyższeniem pH kąpieli, aby barwy szły bardziej w kierunki zimnej czerwieni, karminu i zarazem ciemniejszego odcienia.
Kolejne badania będę relacjonować, a tymczasem sprawdzę odporność barwników na światło.
Tymczasem, pokusiłam się o ekstrakcję pigmentu z kaliny i właśnie się suszy.
Źródła:
Piotr Klepacki, Monika Kujawska, Łukasz Łuczaj, Joanna Sosnowska, Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludowych. Słownik Adama Fischera, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze Odz. Kraków 2016
Aleksander Ożarowski, Wacław Jaroniewski Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie, Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, Warszawa 1989
Joanna Laprus Słowiańskie boginie ziół, Świat Książki, 2021
Wikipedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kalina_koralowa



