Mam na imię Ola i zajmuję się farbowaniem tkanin za pomocą roślin barwierskich. To moja praca, ale także i pasja. Mam wykształcenie artystyczne, jestem projektantką tkanin unikatowych i użytkowych. Przyroda to dla mnie ogromne źródło inspiracji i najbezpieczniejsza przystań. W 2014 roku założyłam pracownię DZIKIE BARWY, skupiającą się na naturalnych kolorach i włóknach.

Kiedy podczas zgłębiania dawnych technik druku na tkaninach odkryłam magię roślin barwierskich, od razu zafascynowałam się naturalnym farbowaniem. Od 7 lat wydobywam barwy z roślin, badam ich trwałość, robię albumy – próbniki koloru naturalnego. Prowadzę kursy edukacyjne i warsztaty artystyczne skupione wokół barwników naturalnych i tkanin, przędz. Współpracuję z artystami, projektantami, markami odzieżowymi w tworzeniu ich kolekcji. W 2019 roku napisałam i wydałam książkę o naturalnym farbowaniu – to pierwsza, kolorowa polskojęzyczna pozycja na ten temat. 

A tutaj więcej o mojej subtelnej stronie – fragment wywiadu dla marki Sylveco:

“Wychowywałam się w niewielkim miasteczku niedaleko Borów Tucholskich. To już w dzieciństwie przebywanie na łonie przyrody, a także malowanie w zaciszu nocnej lampki sprawiały mi największą przyjemność. Moi rodzice od zawsze zbierali zioła do picia, siostra robiła naszyjniki ze znalezionych poroży, hodowała w domu kijanki i znosiła ptasie gniazda. Rodzinnie lubiliśmy wakacje pod namiotem i w górach. Mała Ola w wolnej chwili, zamiast oglądać bajki, wolała rysować. Tak już zostało do dziś. 
Myślę, że mam duszę romantyczną, słowiańsko-indiańską. Przytulam się do drzew i rozmawiam ze zwierzętami, wolne chwile spędzamy z mężem i córeczką na wsi. Tam docelowo chcemy się przenieść. A równocześnie często zaszywam się na długo w pracowni, by samotnie tworzyć. Jak każdy twórca, projektant, mam wówczas dużą potrzebę izolacji i skupienia. Poza pracą uwielbiam wypady pod namiot, pływanie w rzekach i jeziorach, cichy zmierzch w lesie, jasny świt nad morzem… Cenię sobie spontaniczne spotkania z ludźmi i refleksyjne wieczory przy ognisku, pełne inspirujących, intymnych rozmów. Nie przepadam jednak za tłumami, zgiełkiem miast i centrami handlowymi. Lubię ciszę, ale szaleję też na punkcie harmonijnych dźwięków i muzyki płynącej z serca. W ludziach szanuję autentyczność, odwagę, wierność sobie i równe traktowanie wszystkich istot – bez tytułowania, bez “ą” i “ę”, nadęcia czy różnicowania ze względu na wiek lub wykształcenie. Wierzę, że hierarchia jest mało rozwijająca, stawiam na partnerstwo.
A sama najlepiej się czuję, gdy działam w przepływie, czyli nie czuję czasu, chłodu, głodu… Po prostu czuję się częścią Świata, większej całości. Jak fala na oceanie, która zrozumiała, że jest oceanem. “

 

Back to Top