Trwałość barwników roślinnych. Wpływ zapraw na kolory.

marzanna barwierska
Autor
28 lutego 2019

Nic nie jest wieczne. Również farby chemiczne oraz barwniki naturalne do tkanin. Jakoś jednak tak jest, że surowce i wytwory o składzie naturalnym, a także te robione ręcznie, powszechnie uznaje się za mniej trwałe, słabsze, gorzej działające i w ogóle nie warte zachodu. Szczęśliwie sytuacja ostatnimi czasy się nieco odwraca, rzemiosło wraca do łask, a część społeczeństwa zaczyna dostrzegać niebezpieczeństwa płynące z wszechobecnej chemii i syntetycznych dodatków do życia. Nie przeszkadza to wciąż wielu osobom wątpić w solidność naturalnych produktów. Nie jesteśmy pewni czy krem do twarzy bez konserwantów i ulepszaczy wygładzi zmarszczki, wolimy kupić przecier pomidorowy, niż samodzielnie spróbować go zrobić, jeśli ciuchy – to tylko markowe (bo przecież logo gwarantuje jakość), a pranie najlepiej zrobić “chemią z Niemiec” (bo lepsza, na Zachodzie dodają więcej esencji…).
Dlatego wcale nie dziwię się regularnym pytaniom i wątpliwościom na temat trwałości barwników roślinnych. Odpowiedź na te pytania brzmi: TAK. Barwy uzyskane za pomocą roślin są trwałe, są odporne na światło i na ścieranie. To też barwy, które przetrwają niejedno pranie. Przy czym powiedzmy sobie szczerze – trzeba wiedzieć, jak je takimi uczynić 🙂

Na trwałość koloru składa się kilka elementów. Przede wszystkim zależy ona od samych barwników – jakie substancje zawierają i z jakiej części rośliny pochodzą. Istnieją grupy barwników, które są skupione w twardych częściach roślin (korzenie, kora, drewno). Te mają zwykle najwięcej pigmentów, najczęściej pod postacią garbników czy kwasów. W związku z tym automatycznie będą trwalsze, niż subtelne kolory uzyskane z delikatnych i ulotnych kwiatów.

Po drugie, solidność wybarwień wynika z całego – długiego i skomplikowanego – procesu, który zaczyna się od przygotowania włókien, a kończy na suszeniu i przechowywaniu farbowanych produktów. Jakość surowca barwierskiego (roślin), ich ilość i sposób przyrządzenia kąpieli barwiącej, a także czas farbowania to dodatkowe elementy zmienne, budujące nasycenie oraz jego trwałość. O ile gotowanie roślin w celu wydobycia z nich barwników jest proste, o tyle dodanie odpowiednich substancji do kąpieli może nastręczać trudności. Co wybrać, ile dosypać i w jakim momencie użyć… czy to wpłynie na odcień, czy jedynie uwieczni.

Dodatki, o których mówimy, są nazwane zaprawami lub bejcami i mają ogromne znaczenie dla trwałości oraz tonacji kolorów. Przede wszystkim ich zadaniem jest niejako “wydobycie” koloru, a więc jego wzmocnienie, a ponadto połączenie cząsteczek barwników z cząsteczkami włókien. Mówiąc bardzo obrazowo, zaprawy mogą działać albo poprzez zmiękczenie wody i otwarcie włókien na barwniki albo jako nośniki, łączące się z jednej strony z cząsteczkami barwników, a z drugiej strony przylegające do włókien. Czasami dodatkowo “nadgryzają” włókna, by barwniki do nich wniknęły. Dzięki temu kolory przylegają na stałe do tkanin, dzianin, przędz itd.
W przypadku niektórych gatunków i surowców zaprawy nie są konieczne, a nawet zbędne. Barwniki doskonale łączą się z włóknami, bez wspomagaczy. Te rośliny lubię najbardziej, a należą do nich orzech włoski, szary i czarny, marzanna barwierska, galasy, kawa, awokado, sandałowiec czerwony, nawłoć późna i pospolita i inne. Natomiast istnieje lista roślin, które wymagają wsparcia, podobnie jak niektóre włókna, które bez użycia zapraw nie pofarbują się dobrze. Najczęściej zaprawiania potrzebują włókna pochodzenia roślinnego, a więc celulozowe. Z kolei te pochodzenia zwierzęcego (białkowe) świetnie łączą się z większością naturalnych farb. Wówczas zaprawy używa się po to, by niuansować kolory. Osoba wprawiona może za pomocą szczypty tajemniczego proszku bawić się barwami i stworzyć całą ich paletę, tylko z jednego garnka.

Podstawowymi zaprawami używanymi w naturalnym farbowaniu od tysiącleci są różne sole oraz tlenki, a także metale i ich stopy. Pierwsze źródła pisane na temat tych odczynników znajdziemy już w papirusach egipskich. Wówczas stosowano między innymi:

Trzeba przyznać, że to już niemała lista. Aż do połowy XIX wieku, czyli do czasu, gdy manufaktury i fabryki zajmowały się masowym barwieniem tkanin za pomocą roślin, w menu zapraw niewiele się zmieniło. Przez kilka tysięcy lat ludzie stosowali bardzo podobne środki, choć w czasach nam najbliższych w postaci bardziej przetworzonych, chemicznych związków. W XVIII i XIX wieku zaprawy były łatwo dostępne, a farbiarze nabywali je w postaci gotowych proszków i płynów. Doszły środki niuansujące kolory, jak na przykład octan miedzi i octan ołowiu, a także kwasy wytwarzane z soli [przykładem jest kwas solny wodochlorowy, robiony z soli kuchennej, kwasu siarkowego i wody rzecznej]. Należy jeszcze wspomnieć octan aluminium, wodorotlenek sodu, siarczek rtęci, sodę kalcynowaną i kaustyczną, związki ołowiu. Z tamtego okresu zachowało się sporo przepisów na najlepsze zaprawy, które były stosowane w zależności od rodzaju tkaniny, ilości materiału, typu surowca barwierskiego, a wreszcie pożądanego koloru docelowego.

Ktoby atoli miemał, iż wskazane tu zaprawy, służące wprawdzie pod większą część kolorów, służą też ogólnie pod wszystkie kolory i farby, których do farbowania używać wypadnie, byłby w błędzie; gdyż zaprawa, podług rozmaitości roślin do farbowania użyć się mających, znacznie i rozmaicie się nieraz zmienia; co też czytelnik przy opisaniu każdej prawie rośliny farbującej wymienionem znajdzie.***

 

 

 

Współcześnie, gdy nie istnieją manufaktury barwiące tkaniny z metra, ani nawet przydomowe farbiarnie przyjmujące zlecenia, do użytku domowego świat barwierski stosuje kilka podstawowych zapraw. Są nimi najczęściej: ałun, siarczan miedzi, siarczan żelaza, octan glinu, winian potasu oraz wodorotlenek wapnia. A jeśli ktoś zajmuje się farbowaniem hobbistycznie i od święta, intuicyjnie myśli o occie i soli kuchennej, czasem sodzie oczyszczonej. I dobrze! Wszystko ma swoje miejsce w pracowni barwierskiej, choć trzeba szczerze przyznać – solą kuchenną nie zastąpimy siarczanu glinu 🙂 Jeśli jednak ktoś ceni sobie bezpieczeństwo własnych dróg oddechowych, a także środowisko naturalne, weźmie pod uwagę, że niektóre zaprawy są bardzo toksyczne. Na przykład ceniony przez rekonstruktorów historii siarczan miedzi jest substancją trującą, która w środowisku wodnym jest wielce szkodliwa dla żywych organizmów. A zatem nie powinna lądować w kanalizacji. A jednak pozwala zbudować oliwkowe zielenie i złote pomarańcze, brązy ciepłe burgundy… Czy to nie kuszące? Dla zdeterminowanych jest rozwiązanie – można zbierać zaprawione ciecze do baniaków i wywozić do stacji oczyszczalni. To taki zaawansowany poziom segregacji odpadów.

Nie sposób w jednym artykule opisać wszystkie aspekty używania zapraw. Należy jednak wspomnieć o tym, że kolejność ich stosowania ma znaczenie. Jeśli chcemy nasączyć tkaniny zaprawą przed barwieniem, musimy je wygotować w wodnym roztworze danej substancji. Taki proces nazywamy bejcowaniem. Natomiast kiedy dodajemy preparatu do właściwiej kąpieli barwierskiej, mamy do czynienia z zaprawianiem symultanicznym. Wówczas tkaniny można farbować w formie surowej. Istnieją nadgorliwcy, którzy najpierw bejcują włókna, a potem jeszcze dosypują magicznych dodatków do garnka z kolorową cieczą. Ach, tak na zapas, żeby jeszcze lepiej chwyciło. W każdym z wymienionych przypadków uzyskamy inne rezultaty kolorystyczne. Nie będą one diametralnie różne, ale gołym okiem zauważymy inną tonację barw.

Żeby nie być gołosłowną, przygotowałam takie dwa zestawienia. Kolory pochodzą odpowiednio z łusek cebuli zwyczajnej (tej złotej) oraz korzenia marzanny barwierskiej. A tkaniny to głównie bawełna i len, nieco jedwabiu oraz inne włókna roślinnego pochodzenia, takie jak eukaliptus i lotos. Jako jedyna zaprawa posłużył ałun, czyli siarczan glinu i potasu [ KAl(SO4)2 ] . Użycie go w różnych kombinacjach dało aż cztery komplety barw 😉 Zobaczcie, jak obecność ałunu w garnku z docelową kąpielą barwierską wpłynęła na kolory! W przypadku cebuli stały się one dużo bardziej słoneczne, a w przypadku marzanny nieco bardziej morelowe.

farbowanie cebulą
CEBULA; od lewej: 1.tkaniny surowe+kąpiel z ałunem,
2.tkaniny bejcowane ałunem+kąpiel z ałunem,
3.tkaniny bejcowane ałunem+surowa kąpiel,
4. tkaniny surowe+kąpiel surowa
onion skin dye
marzanna barwierska
MARZANNA BARWIERSKA; od lewej: 1.tkaniny surowe+kąpiel z ałunem,
2.tkaniny bejcowane ałunem+kąpiel surowa,
3.tkaniny bejcowane ałunem+kąpiel z ałunem,
4. tkaniny surowe+kąpiel surowa
madder root dye

A tutaj jeszcze kilka dowodów na to, jak użycie zaledwie dwóch substancji poszerza paletę kolorów 🙂 Zobaczcie, jak zmieniają się barwy pod wpływem ałunu i siarczanu żelaza, które dodawałam do garnków z kąpielą barwiącą. Widać bardzo dobrze, że obie zaprawy mają znaczące oddziaływanie na ostateczne wybarwienia. Nieraz są powodem wielkich niespodzianek.

Topola biała, bez zaprawy
topola ałun
Topola biała, kąpiel z ałunem
topola siarczan żelaza
Topola biała, kąpiel z siarczanem żelaza
cebula czerowna bez zaprawy
Cebula czerwona, kąpiel bez zaprawy
cebula czerwona ałun
Cebula czerwona, kąpiel z ałunem

P.S.
A czego ja używam? Jak wiecie z warsztatów, staram się ograniczać do minimum, a więc do ałunu oraz siarczanu żelaza. W przypadku indygo to trochę inna historia, bo wymaga wodorotlenku wapnia lub hydrosulfitu. O ile okazjonalne zajęcia z oparami metali nie szkodzą nikomu, o tyle codzienna praca w farbiarni naraża drogi oddechowe i śluzówkę gardła. Ponieważ sama się o tym boleśnie przekonałam, od pewnego czasu poszukuję alternatywy… I zdaje się, że znalazłam pewien organiczny, nieszkodliwy odpowiednik. Jak na razie robię próby laboratoryjne, trzymajcie kciuki!

***Zielnik ekonomiczno-techniczny przez Józefa Gerald-Wyżyckiego, Tom II, Wilno 1845

Tagi: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to Top