Wrażliwość barwników roślinnych na światło. Reguły i wyjątki.

naturalnenaturalne barwniki barwniki
Autor
4 marca 2021

Wrażliwość barwników naturalnych na światło to jeden z tematów, które regularnie poruszacie. Czy to podczas zajęć, czy w prywatnych rozmowach. Jest to kwestia praktyczna, chodzi o trwałość kolorów wydobytych z roślin. Każda osoba podejmująca się farbowania tkanin czy przędz, życzyłaby sobie, aby jej praca nie szła na marne. Aby kolory nie zmieniały się znacząco, a najlepiej wcale. Aby nie reagowały na częste pranie, na naświetlanie, na ścieranie. Czy to nie zbyt duże oczekiwania? Czy nigdy nie zdarzyło się Wam, że ciuch kupiony w sklepie, barwiony chemicznie, wyblakł po urlopie? Czy nie okazało się, że ulubione czarne dżinsy sprały się przy szwach? Warto postawić sobie takie pytania, żeby nie spodziewać się niemożliwego. A jeśli już poświęcamy tak wiele czasu na przygotowanie włókien do barwienia, na zbiór roślin, na przyrządzenie kąpieli barwiącej, a potem spędzamy długie godziny mieszając w garnku… to czy nie naturalnym jest, by równie pieczołowicie troszczyć się o ręcznie farbowane rzeczy? Dla mnie jedno wynika z drugiego. Tak jakby tworząc coś wyjątkowego, w pakiecie zobowiązujemy się wyjątkowo o ten wytwór dbać. Jednym ze sposobów w tym przypadku będzie pranie ręczne przy użyciu delikatnych detergentów. Farbujemy bez chemii, zatem nie pierzemy w chemii. Dalej, polecam pranie z podobnymi kolorami, w niskiej temperaturze. Inną podpowiedzią jest nie wystawianie na światło poza czasem użytkowania – czyli po prostu trzymanie w ciemnej szafie.

Ostatnie zalecenie wynika z tego, że część barwników roślinnych blednie na wybranych włóknach pod wpływem światła. Nie ma złotej reguły, ale najczęściej najbardziej tracą swoje kolory włókna niezabejcowane. Innym kryterium jest skład tekstyliów – włókna pochodzenia roślinnego gorzej wiążą się z barwnikami naturalnymi, więc ta grupa włókien będzie szybciej płowiała. Zdarza się, że blednie czystej postaci wełna, nawet konkretnie zabejcowana. Raczej więc należy mieć na uwadze, że to sposób barwienia sprawia, że kolory są mniej trwałe. Czasami płowienie to rzecz wręcz pożądana. Mało kto wie, że barwnik indygo potraktowany w specjalny sposób (chodzi o moczenie w kadzi poza regułami sztuki farbiarskiej), ściera się regularnie z bawełny o splocie skośnym – czyli dokładnie z tej, z której szyjemy dżinsy. W tym przypadku efekt tworzenia się jasnych przecierek w niektórych miejscach jest wartością dodaną. Ale trzeba przyznać, że tutaj nie dochodzi wyłącznie do wypalenia promieniami słońca, ale przede wszystkim do wykruszenia się indygo z włókien.


Istnieje grupa barwników, która jest wyjątkowo wrażliwa na otoczenie, tak na pH wody, jak i na światło. To oczywiście barwniki antocyjanowe, obecne w wielu owocach – czarnego bzu, jagód, jeżyn, wiśni, w burakach, w czerwonej kapuście oraz w kwiatach – malwy czarnej, ketmii szczawiowej, klitorii ternateńskiej. Wymienione surowce dadzą piękne odcienie, ale na włóknach bawełnianych czy lnianych, bez bejcy w postaci ałunu, siarczanu żelaza lub mleka sojowego, kolory będą szybko zmieniać się w kierunku brudnej szarości.


Muszę przyznać, że gdy obserwuję sposób, w jaki płowieją moje tkaniny ręcznie farbowane roślinami, nie jestem zawiedziona. One wciąż są piękne, wysmakowane, subtelne. Nawet rozjaśnione i sprane, bardzo do siebie pasują. Już wielka Ethel Mairet stwierdziła, że when a chemical colour fades it becomes a different colour and generally a bad one: when a natural colour fades, it becomes a lighter tone of the same colour***. W wolnym tłumaczeniu chodzi o to, że kiedy kolor uzyskany chemicznie blaknie, staje się innym kolorem, z kolei kolor z natury, blednąc, staje się jaśniejszą wersją koloru wyjściowego. Jestem podobnego zdania, a ponadto, uważam, że należy wręcz “pozwolić” przedmiotom, w których wytworzenie wkłada się dużo serca, żyć własnym życiem. One są jak materia ożywiona, jak “niemartwa natura”… Codziennie przyjmują inne oblicze, podobnie jak my sami. Może nawet fizyk kwantowy dodałby, że takie przedmioty rezonują z nami i odzwierciedlają nasz nastrój, że przenikamy się wzajemnie. Dlaczego więc obrażać się na taniec tkanin ze Słońcem?

Jeśli jednak wyjść poza poetyckie podejście do życia i stać się praktycznym rzemieślnikiem, warto nauczyć się prostego testu na światłoczułość. Pokazywałam go Wam jakiś czas temu na tym filmie:

https://www.youtube.com/watch?v=97DBUdTHRsI

Minęło równo 6 tygodni od dnia, gdy tkaniny zawisły w pracowni na oświetlonej ścianie. Niektóre się zmieniły i wyraźnie “zatańczyły” ze Słońcem, a inne pozostały w niezmienionej formie. W eksperymencie udział wzięła wyłącznie bawełna w postaci batystu, flaneli oraz cienkiej tkaniny o splocie skośnym. Barwniki roślinne to: owocostany sumaka octowca z siarczanem żelaza (szyszki), nasiona arnoty właściwej (annato), a także liście wawrzynu szlachetnego (liście laurowe). Tylko jedna próbka barwiona w arnocie była bejcowana mlekiem sojowym (jest nacięta), pozostałe trafiły do kąpieli na surowo.

Jak widać poniżej, bogate w taniny szyszki sumaka w połączeniu z siarczanem dają trwałe fiolety. Nie znajduję żadnej oznaki, by część nasłoneczniona tkaniny była choć odrobinę jaśniejsza. Nieśmiało zawdzięczyłabym to także użyciu siarczanu żelaza jako zaprawy do kąpieli. W mojej szafie mam wiele tkanin i przędz farbowanych liśćmi czy korą drzew z zaprawą żelazną i te włokna także nie zmieniają swojego wyglądu. Dodatkowo zdradzę, że korale drewniane barwione roślinami przy użyciu siarczanu żelaza z czasem stają się coraz ciemniejsze.

dyeing with sumac

Podobnie liście wawrzynu – te z kolei są nasycone olejkami eterycznymi i może ta kombinacja dobrze działa… Po teście mają niezmieniony wygląd.

liście laurowe do farbowania tkanin

Z kolei próbki farbowane nasionami arnoty mają jaśniejsze fragmenty w miejscu odsłoniętym. Dość wyraźnie zbladły, ale wciąż nie jest to brzydki kolor, nadal można go zaklasyfikować jako morelowo-pomarańczowy i jest po prostu odrobinę jaśniejszy. Jak się okazało, bejca sojowa nie pomogła zbyt wiele, bo efekt rozjaśnienia tutaj także zaszedł. Można pokusić się o wniosek, że płowienie to specyfika barwnika.

dyeing with annato


Z moich poprzednich testów, którym poddawałam różne włókna barwiona wieloma surowcami, wynika, że najlepiej takie przygody znosi jedwab. Po tych próbkach nie widać nic a nic, że miały kontakt ze światłem.
Natomiast ciekawy efekt daje użytkowanie tkanin bawełnianych i lnianych barwionych żółtymi łuskami cebuli. Gdy zaprawimy tkaniny i dodamy do kąpieli ałunu, osiągamy kolory rodem z Tybetu, nasycone ochry i pomarańcze. Są niebywale piękne, a że surowiec barwierski jest łatwo dostępny i w zasadzie nic nie kosztuje, wielu z nas farbuje cebulą. Co ciekawe, tak barwione tkaniny wystawione na światło słoneczne, nawet po jednym dniu mocno reagują, ale nie jaśnieją, tylko ciemnieją! Tak, zmieniają się w bardziej zielonkawe, khaki. Takie pozostają w swoim cyklu życia do końca. Zatem tracimy ich wersję pomarańczową, by zyskać bardziej zielonkawą i ciemniejszą. Jest to fenomen i niestety nie można oczekiwać podobnych rezultatów w przypadku innych barwników.

farbowanie cebulą

A tak na marginesie, czy taka przypadkowo dobrana paleta barw nie jest piękna?

paleta barw

*** Ethel M. Mairet, A book on vegetable dyes, 1916

Tagi: ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to Top