Zieleń, na którą trzeba uważnie polować… lub mieć szczęście

Autor
9 września 2025

Zdarzają się rośliny barwierskie dość pospolicie występujące w naszym krajobrazie, a jednak trudne w obsłudze. Trudności mogą wynikać ze skomplikowanych receptur, z potrzeby użycia dodatkowych mało dostępnych odczynników lub z faktu, że surowce należy zbierać w wąskim okienku czasowym. Ta ostatnia sytuacja dotyczy trzciny pospolitej, znanej z pięknych i głębokich odcieni zieleni, jakie daje. A jednak można je otrzymać wyłącznie z kwiatostanów zebranych w dniu barwienia, w dodatku rozwiniętych odpowiednio.

Trzcina pospolita – niepozorne, a luksusowe źródło koloru

O farbowaniu trzciną pisałam już kiedyś – TUTAJ  W artykule znajduje się kilka ciekawostek, etnobotanicznych źródeł oraz moje pierwsze doświadczenie praktyczne. Wtedy (2020 r.) niestety nie udało mi się uzyskać zieleni i obiecałam sobie, że kolejną próbę podejmę dopiero, gdy będę pewna jakości surowca, a także mając przestrzeń na farbowanie w dniu zbioru.

Od tamtej pory zajmowałam się wieloma tematami, ale nie trzciną. Gdy w końcu przeprowadziliśmy się na wieś, uznałam, że teraz to już na pewno wyłapię odpowiedni moment na zbiór… ale o tym zapomniałam! Dopiero w tym roku, na początku sierpnia trzcina sama niejako wskoczyła mi do garnka. Wybrałam się wówczas rowerem na zbiory wrotyczu, a w trakcie wyprawy uciekło całe powietrze z koła (dętka pękła). Ponieważ wrotycz jest ciężki, nie mogłam jechać na samej obręczy ani nawet prowadzić roweru, zmuszona byłam poczekać na transport. Stałam na środku wsi, obok kępki wrotyczu oraz trzciny! Pomyślałam, że to idealny moment na próbę, wiechy wydawały się rozwinięte w sam raz, błyszczały na kolory bordowe i fioletowe, były jędrne i soczyste. Zebrałam nieduży bukiet kwiatostanów.

Farbowanie trzciną pospolitą

Tego samego dnia trzcina od razu wylądowała w garnku, po godzinie podgrzewania wrzuciłam różne tkaniny i włóczki. Choć kąpiel nie miała zielonego odcienia, kolory na włóknach stały się właśnie zielone. Szczególnie pięknie zafarbowały się wełniane włóczki, na ciemną, leśną zieleń o lekkim butelkowym odcieniu. Tkaniny także, przy czym są o kilkanaście tonów jaśniejsze i mają zieleń młodej trawy. Wyróżniają się próbki bejcowane serwatką mleka krowiego oraz ałunem.

Tkaniny barwione trzciną, trzecia od lewej bejcowana serwatką, druga od prawej bejcowana ałunem

Od lewej: wełna biała bejca ałun krótko w kąpieli, wełna biała bejca ałun długo w kąpieli, wełna popielata bez bejcy krótko w kąpieli, wełna biała bez bejcy krótko w kąpieli

Pigment z trzciny i co z niego powstało

Nie potrzebowałam już więcej próbek zabarwić w kąpieli z trzciny, ale pokusiłam się o strącenie pigmentu. I tutaj nastąpiła bardzo ciekawa wizualnie zmiana. Po odcedzeniu kąpiel okazała się oliwkowa, natomiast piana zyskała typowo zielony odcień. W trakcie strącania w szklanym słoiku ciecz zamieniła się na różowo-bordową, z nutką zimnej zieleni. Ciężko wyobrazić sobie dobrze to połączenie barw, ale kolor ten przypominał bardzo odcień samych kwiatostanów trzciny, czyli właśnie bordo na zielonym tle.

Po rozwarstwieniu pigmentu i osadzeniu, supernatant nadal miał odcień bordowo-koniakowy, a budyń z pigmentem na dnie słoika zielonkawy. Oczyszczałam pigment wymieniając supernatant kilka razy, aż stał się niemal przezroczysty i dopiero potem przefiltrowałam budyń. To niezwykłe, ale pigment był całkowicie zielony, bez cienia fioletu czy czerwieni. A więc udało się oddzielić esencję.

Nie czekałam długo i gdy tylko pigment z trzciny wysechł (co spowodowało spore rozjaśnienie koloru) zrobiłam z niego kredkę pastelową oraz farbę akwarelową. Pastela rysuje bardzo jasno, jak rozbielona pistacja. Przywodzi na myśl skrzydła latolistka cytrynka w słoneczny, jasny dzień, a więc nieco zbliża się do żółcieni. Natomiast w akwareli, dzięki spoiwom, trzcina daje nieco cieplejszy odcień, wciąż zielony. Wiosenny, świeży, pogodny, jak rozwinięty pęd. Tego koloru nie miałam w palecie, ciężko by go osiągnąć z innej rośliny. Raczej konieczne byłoby mieszanie żółtych pigmentów z indygo. Dla porównania kilka zieleni akwarelowych.

Zieleń raz na 10 lat

Zachęcona tą (nie)przypadkową przygodą z trzciną, dwa dni później znowu wybrałam się w tamto miejsce, jadąc już naprawionym rowerem. Nazbierałam dużo więcej kwiatostanów, które nadal pięknie błyszczały na odcienie bordowe i purpurowe. Podzieliłam je na trzy częśći, aby sprawdzić legendarne opowieści, że trzciną należy farbować tylko w dniu zbioru surowca. Jedna partia wiech poszła od razu do garnka, drugą ususzyłam, a trzecią zamroziłam. Mrożone i suszone porcje rozpracuję zimą i porównam z kolorami ze świeżej porcji i na pewno o tym porównaniu napiszę.

Niestety farbowanie świeżymi kwiatostanami już nie dało wyczekiwanych zieleni. Wszystkie odcienie stały się musztardowe, żółtawe, khaki. Byłam rozczarowana, gdyż jedynie dwa dni dzieliły obecny zbiór i barwienie od poprzedniego doświadczenia, farbowałam w tych samych warunkach, na tej samej wodzie. Czyżby więc okienko zbioru trzciny było aż tak krótkie? Jeden dzień w całym lecie? Nie wiem. Szczerze mówiąc pozostaje mi jedynie zaakceptować, że od momentu zajęcia się barwnikami roślinnymi ponad 10 lat temu, tylko raz i to nieintencjonalnie, udało mi się uzyskać zielenie z kwiatostanów trzciny.

Po lewej pierwsze farbowanie, po prawej drugie farbowanie

Tagi: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to Top
pl_PLPL