farbowanie tkanin pokrzywa

Oj nie jest lekko być farbiarką, nie jest lekko… Wyprawy po niektóre rośliny pozostają na długo w pamięci. A nawet jeśli się na chwilę o nich zapomni, to przypomną się w postaci śladów na ciele 😉 Ponad wszystkie niedogodności jednak wysuwa się przemożna chęć poszukiwań kolorystycznych. To ona, niczym głód badacza, popycha do wejścia w najgorsze krzaki.

farbowanie pokrzywą
Do pokrzywy podchodziłam w tym roku dwukrotnie. Dwa oddzielne zbiory, dwie różne metody. Pierwszy eksperyment w postaci jednodniowego gotowania nie dał prawie żadnych rezultatów, więc pominę go milczeniem. Warto jednak wspomnieć o przyczynie porażki: za krótko!

Drugą próbę podjęłam już nieco bardziej przygotowana. Nazbierałam ogromną, jak dla mnie, ilość pokrzyw, które rosły poza miastem, przy rzeczce. Były dorodne, sprężyste, ciemne, mocno pachnące. I mocno parzące 😉 Zdecydowałam się na podążanie za przepisem farbiarki z Wielkiej Brytanii, gdyż polska literatura nie wspomina zbyt wiele o farbowaniu pokrzywą. Przepis zza morza sugerował bardzo długie, wielogodzinne trzymanie pokrzywy na ogniu, w niezbyt wysokiej temperaturze. Tak też zrobiłam.

Podzieliłam moje zbiory na dwie porcje i włożyłam je odpowiednio: do garnka aluminiowego [A] oraz do garnka ze stali nierdzewnej [S]. Zalałam wodą i zaczęłam podgrzewać. Stopniowo, miarowo, pilnując w miarę stałej temperatury, mieszając co jakiś czas. Obserwując i notując. W międzyczasie farbując bawełnę, wełnę, len i jedwab. Trwało to wszystko dokładnie 5 dni. Tak, nie żartuję, począwszy od poniedziałkowego poranku, skończywszy na piątkowym popołudniu.

Co udało mi się uzyskać, jakie wnioski płyną z takiego długiego farbowania oraz jakie wskazówki dla Was zanotowałam?

Po pierwsze:
Ogromny wpływ na kolory ma garnek. Można to było zaobserwować już drugiego dnia. Kąpiel z garnka A od początku miała kolor ciemno-zielony, z każdym dniem ciemniejący, poprzez szmaragdowy, aż do czarnego. Na powierzchni po każdej nocy pojawiał się mieniący kożuch, przypominający delikatną plamę benzyny. Dowiedziałam się od znawcy pokrzyw, że za ten metaliczny kożuch odpowiada żelazo, w które obfituje ziele pokrzywy. Ciecz w garze A bezwonna, a odcedzona pokrzywa zachowała piękny, czysto-zielony kolor. Muszę przyznać, że nie rozmiękła też zanadto, liście nadal trzymały się łodyg, a wszystko wydawało się dość jędrne.

Z kolei garnek S miał zupełnie inne zabarwienie, zapach i gęstość. Kąpiel w kolorach oliwkowych: żółtawa, zgniła zieleń, khaki, zielonkawy brąz chyba najlepiej opisują tą barwę. Pokrzywa po kilku dniach gotowania w tym kotle zbiła się w miękką maź o tych samych odcieniach. Nie dało się odróżnić łodyg od liści, a zapach całości przypominał mi gotowany szpinak. A może pesto pokrzywowe?

W kwestii koloru tkanin farbowanych w poszczególnych garach różnice mają się podobnie. Z garnka A wyciągałam zawsze ciemniejsze i bardziej chłodne odcienie, idące w stronę zieleni. Natomiast tkaniny z garnka S miały lekko żółtawe, oliwkowe tony. Różnica się spotęgowała po dodaniu ałunu, przy czym w obu przypadkach kolory się ociepliły: w kąpieli S barwy poszły w stronę musztardy, a w kąpieli A w stronę cieplejszej zieleni.
Na zdjęciu górny rząd cały z garnka A, a dolny z garnka S.

farbowanie pokrzywą

Po drugie:
Pokrzywy nie należy gotować w zbyt wysokiej tempreraturze. Kąpiel może być gorąca, ale nigdy nie powinna osiągać 100 stopni. Zasada ta dotyczy wszystkich zielonych częśći roślin, które mają nam dać kolory żółtawe i zielonkawe. Wrząca kąpiel barwierska od biedy pozwala wydobyć brudne żółcienie, natomiast o naturalnych zieleniach (nie tych zaprawianych siarczanami) z takiej kapieli możemy zapomnieć. Dlaczego? Za zielonkawe barwy w roślinach odpowiada chlorofil, który rozpada się w zbyt wysokiej temperaturze. Gdy kąpiel przekroczy cienką granicę wrzenia, chlorofil się rozpadnie, a zamiast zieleni otrzymamy oliwkowe brązy.

Po trzecie:
Dopiero wiele godzin powolnego podgrzewania daje ciekawe rezultaty kolorystyczne.
Bez zaprawy i na mokro tkaniny wyjęte z garnków wydają się mocno zafarbowane, ale bledną wraz z wysychaniem. Najpewniej pigmenty szybko się utleniają. Ja najlepsze rezultaty uzyskałam trzymając długi czas [nawet 2 dni] tkaniny w garnku z gorącą kąpielą oraz robiąc weki pokrzywowe. Zalałam tkaniny gorącą kąpielą barwierską i zakręciłam mocno słoiki. Jak owoce na kompot. Po ok. 10-14 dniach barwniki o wiele mocniej związały się z włóknami, co widać na zdjęciu. Jak zwykle zachwycają włókna proteinowe – najbardziej nasycone kolorem – wełna i jedwabie.

barwienie pokrzywą
Tyle moich wskazówek co do barwienia świeżym zielem. Na początku maja nazbierałam też sporo pokrzywy do suszenia i po sezonie nie omieszkam jej sprawdzić w kotłach. A zatem spodziewajcie się kolejnych wieści o tej roślinie 🙂

Share: